środa, 30 września 2015

228. LBA edycja 2015

To moja 4 nominacja, tym razem pytania otrzymałam od Aleksandry z bloga Feeling fancy
No dobra jedziemy z tym koksem:




1. Dlaczego prowadzisz bloga?
Raczej nie będę oryginalna. Dla mnie blog jest odskocznią, czymś moim, wentylem bezpieczeństwa. Lubię to, daje mi to możliwość „poznania” innych ludzi.
  
2. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk do makijażu?
Tusz do rzęs. Nie jest tak, że bez niego nie wyjdę ale lubię mieć pomalowane rzęsy. Dzięki kilku pociągnięciom szczoteczki moja twarz znacząco się zmienia.

3. Jaki jest Twój ulubiony kosmetyk pielęgnacyjny?
Uch tu już trudniej. Jestem pielęgnacyjnym freakiem. Uwielbiam peelingi i masła do ciała. Nie wyobrażam sobie ze zrezygnowania z tych kosmetyków.

4. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku i dlaczego?
Wiosna, lubię w niej wszystko i to jak pachnie powietrze, i ten specyficzny rodzaj światła. Deszcz i kwiaty, budząca się natura ma w sobie dużo magii.

5. Twój ulubiony zapach? 
Zapach powietrza po deszczu i palone jesienne liście :P

6. Gdybym miała być zwierzęciem, byłabym...?
Kotem. To absolutne dupki - potrafią przegryźć kable, polować na moje stopy kiedy śpię albo poszarpać pazurami suszące się rajstopy. Potrafią również być totalnie wyluzowane, stoickie i kompletnie inne od innych zwierząt. No i te pozy w czasie spania. I to mi się podoba :)




  7.Jaki kraj chciałabyś odwiedzić?
Islandię. Intrygują mnie krajobrazy, ludzie, mentalność.
  8. Góry, morze, czy mazury? Ulubione miejsce w Polsce.
Zdecydowanie góry, morze mnie nudzi (nie mówię o miastach tylko o plaży i morzu). Ulubione miejsce – wszędzie tam gdzie nie ma tłumów, banerów, oscypków i kebabów.

9. Jak wyglądałby Twój idealnie przeżyty dzień?
Chciałabym spędzić jeden dzień z moją mamą. Umarła gdy miałam 12 lat. Chciałabym ją spotkać, porozmawiać, przypomnieć sobie jaka była i pokazać jakim człowiekiem ja się stałam. Chciałabym, by moje córy miały możliwość spotkania swojej babci.

10. Gdybyś miała wybrać jeden jedyny kolor lakieru do paznokci, to byłby to... ?

Czerwień, ta idealna czerwona czerwień.

11. Co najbardziej w sobie lubisz? 
Pokręcone poczucie humoru i ten lekki powiew chaosu. Zarówno jedno i drugie przysporzyło mi sporo kłopotów ale to ważna część tego kim jestem i nie chciałabym z nich rezygnować.

Nie będę nominować, wymyślać pytań. Nie chcę robić tego na siłę - jeśli ktoś chciałby odpowiedzieć na pytania, które kiedyś wymyśliłam, będzie mi przyjemnie :) (część: 1,2,3)

poniedziałek, 28 września 2015

227. Kolejne różności znalezione w Internetach ;)

W związku z tym, że moje córy kolektywnie zachorowały na rota wirusa, nie miałam czasu przygotować żadnego sensownego posta.
Dziś więc zapraszam Wam na różności z Internetu.


1. Podobno nastała moda na mężczyznę "drwala" - ta luźna interpretacja rozwaliła mnie na łopatki


źródło: http://imgur.com/Q4xWidu


2. Co robi tata jak zostaje z dziećmi sam w domu - link


3. Rosja to stan umysły



4. Do poczytania - Błędy językowe - artykuł

5. Faceci i ich "sweet" focie - link





sobota, 26 września 2015

226. Hity i kity czyli wrześniowe denko

Niby to samo a jednak inaczej - dziś sporo bardzo dobrych, godnych polecenia produktów i jeszcze więcej totalnych przeciętniaków lub niemalże bubli. Zapraszam do mojego śmietniska :)
 



DOBRE, GODNE POLECENIA


ZIAJA - SZAMPON WZMACNIAJĄCY
Pisałam o nim wielokrotnie, więc by oszczędzić Wam scrolowania a mi pisania, powiem tylko, że jest genialny. Robi to co ma robić (czyli ograniczać wypadanie) i robi to bardzo dobrze. (recenzja)


EVREE - KREM DO RĄK
Z trójki produktów z Evree ten był najlepszy. Na początku oceniałam go dobrze, z czasem coraz bardziej się do niego przekonywałam. Nadal nie uważam by był najlepszy na świecie ale to dobry produkt, który z przyjemnością używałam. (recenzja)


EVELINE - POMADKA OCHRONNA
Jestem totalnie beznadziejna jeśli chodzi o pomadki ochronne, nie lubię ich używać, zapominam o nich, gubię itp. itd. Zużywałam ją coś koło roku, byłam z niej bardzo zadowolona. Jest gęsta, treściwa i moim zdaniem idealna dla osób z bardzo suchymi, spierzchniętymi ustami. (recenzja)


AVA - KREM-SERUM POD OCZY
O nim też pisałam, to moje drugie opakowanie. Uwielbiam ten produkt. Rozwiązał mój problem z cieniami i workami pod oczami. Jedyny minus to buteleczka. Pod koniec bardzo trudno wydobyć produkt, pompka nie działa a patyczkiem trzeba się namęczyć. (recenzja)




GOLDEN ROSE - TUSZ DO RZĘS
Fantastyczna maskara, która niemalże do końca była idealna. Pod koniec zaczęła się trochę kruszyć (po 4 miesiącach używania). Do końca nie szczypała mnie w oczy, co innym zdarza się praktycznie zawsze. (recenzja)


CATRICE - LAKIER DO PAZNOKCI 
Genialny do ostatniej kropelki. Kameleon, przy dwóch warstwach efekt jest totalnie nieziemski. Dość trwały (ok. 3-4 dni). Dobrze się zmywał, miał przyjemny grubszy pędzelek.


EVELINE - BŁYSZCZYK LOVERS ULTRA SHINE
Jeszcze go tam trochę jest ale chyba przez gorąc no i czas używania zrobił się trochę glutowaty. Nadawał błysk i lekki kolor, genialnie działał na usta. Często stosowałam zamiast pomadki ochronnej.


GOLDEN ROSE - KONTURÓWKA (NR. 211)
Jak widać na zdjęciu końcówka się rozwaliła (co utrudniało temperowanie), a sama konturówka  po prostu rozpuściła. Podczas temperowania wszystko pływało. Próbowałam ją ratować trzymaniem w lodówce, niestety pomagało to na krótko. Odcień jest bardzo ładny, nie zmieniał się, nie transferował. Przy codziennym używaniu lekko wysuszała, można było tego uniknąć przy używaniu pomadki ochronnej.




ESSENCE - KONTURÓWKA DO UST  (NR. 08)
Przepiękna czerwień, lubiłam łączyć ją z konturówką z GR. Trwała, nie przenosiła się na kubek itp. Miałam wrażenie, że ta nie wysuszała ust. Lepiej się temperowała niż poprzednika, niestety upał również spowodował, że zmieniła konsystencję.


ZIAJA - ŻEL DO MYCIA CIAŁA I WŁOSÓW
Bez SLS, mydła i barwników. Wydajny (używałam go ponad 2 m-ce), o delikatnym zapachu. Dobrze oczyszczał, stosowany regularnie lekko nawilżał skórę. Fantastyczna pompka, która wydobyła wszystko z opakowania.


PRODUKTY TAKIE SOBIE, Z JAKIMŚ FELEREM


ISANA - BALSAM DO CIAŁA
Trochę się zastanawiałam - wsadzić go do bubli czy nie. Jest na granicy. Ledwo, ledwo mu się udało. Krzywdy nie robił ale minusów w nim sporo. Tempa konsystencja, bardzo przeciętne nawilżenie, smużenie. Więcej go nie kupię. (recenzja)


YVES ROCHER - ŻELE POD PRYSZNIC
Przepiękne zapachy, karambola jest totalnie nieziemska. Niestety są niewydajne. 
Ja sobie nie żałuję, kąpie się i 3 razy dziennie no i córy mi pomogły ale tyle żeli w jeden miesiąc?
Dużym, pozytywnym zaskoczeniem jest to, że nie posiadają SLSów (ALS).
Tylko żel z grejpfrutem lekko przesuszył mi skórę.




MIXA - ŁAGODZĄCY TONIK DO TWARZY
Sprawował się nieźle kiedy miałam podrażnioną cerę. Niestety kiedy moje kłopoty się skończyły okazał się po prostu zbyt słaby. No i ten sztuczny zapach i kretyńska pompka. (recenzja)


RIVAL DE LOOP - ŻEL DO MYCIA TWARZY
Ech, on też był blisko bubli ale uratowało go to, że do porannego odświeżenia skóry nadawał się całkiem nieźle. Niestety nie bardzo radził sobie ze zmywaniem makijażu, był cholernie niewydajny no i felerne zamknięcie powoduje, że to bardzo przeciętny produkt. (recenzja)


ZIAJA - ODŚWIEŻAJĄCY PEELING DO CIAŁA I TWARZY
Produkt dziwny i dziwny :) Zapach ładny o bardzo lejącej konsystencji. Kompletnie niewydajny a nazwanie go peelingiem jest sporym ukłonem w jego stronę. Lepiej sprawował się gdy był zmieszany z innymi produktami. Nadawał się również do delikatnego peelingu ramion i dekoltu. (recenzja)


YOSKINE - PŁYN MICELARNY
To nie jest zły produkt, on jest po prostu kompletnie zwyczajny. Ma genialne opakowanie ale nic więcej. Jest przeciętny i to wszystko (recenzja)




SORAYA - BALSAM ROZŚWIETLAJĄCY
Całkiem niegłupi pomysł na produkt, niestety brokat spowodował, że dałam go córom. Oprócz tego co napisałam w recenzji mogę dodać jeszcze jedne spostrzeżenie - niekiedy brokat wbijał się w ubranie, co powodowało swędzenie (drobiny drażniły skórę).(recenzja)


ZIAJA - PASTA DO ZĘBÓW BEZ FLUORU
Wydajna, gęsta pasta. Niestety zawsze miałam wrażenie, że moje zęby są niedoczyszczone. Dodatkowo po kilku krótkich godzinach mój oddech też nie należał do najświeższych. Nie powodował żółcenia się zębów.


MY SECRET - PUDER MATUJĄCY
Bardzo niewydajny, śmierdzący produkt. Na szczęście ten babciny zapach pod koniec był niemalże niewyczuwalny. Bardzo szybko go skończyłam - uważam, że niecałe 3 miesiące (przy niecodziennym używaniu) to krótko. Pod koniec skruszył się i nie nadawał się do normalnego użytku. (recenzja)


NYX - MATOWA POMADKA (SMLC04)
Generalnie fajny produkt, wydajny, trwały. ALE jeśli używałam go przez kilka dni pod rząd wysuszał moje usta jak cholera. Po drugie jego kolor po wyschnięciu zmieniał się, stawał się jaśniejszy, wpadał w rude tony, co wyglądało mało atrakcyjnie.





BIOVAX - MASECZKA Z ARGANEM
Pierwszego dnia włosy były mięciutkie, sypkie, miłe w dotyku. Niestety już następnego dnia włosy wydawały się tłuste i oklapnięte. Przyjemny zapach, działanie takie sobie.


L'OREAL - ODŻYWKA Z OLEJKAMI
Obciążała włosy jeśli dałam ją na całą długość. Przyjemnie pachniała, była tak sobie wydajna. Włosy były miękkie tylko wtedy kiedy nawaliłam jej dużo albo dwa razy - potrafiła spłynąć z włosów.


 14 przeciętniaków (z kilkoma niemalże bublami) i 10 ulubieńców - taki sobie ten miesiąc. Wiem, że nie można co miesiąc znajdować kosmetyczne perełki, ale byłoby miło znaleźć coś z efektem WOW. Może w następnym miesiącu.


P.S. Skusi się ktoś - oddam za darmochę? :D



piątek, 25 września 2015

225. W poszukiwaniu idealnej codziennej maskary - Eveline Big Volume

Miliard lat temu podczas promocji kupiłam 4 różne maskary, dzisiejszy bohater to ostatnia sztuka z tej bandy. Co o niej myślę i czy mi się sprawdziła dowiecie się z dzisiejszego wpisu. Zapraszam :)


EVELINE
BIG VOLUME 
EXPLOSION



Informacje podstawowe:
Pojemność: 11 ml 
Data przydatność: 6 miesięcy
Kolor: przepiękna głęboka czerń
Zapach: wyczuwalny ale nie nachalny
Konsystencja: idealna, ani za morka ani za sucha
Szczoteczka: silikonowa



Moja ocena:
  • tusz przyjemnie sunie po rzęsach, nakładanie tuszu jest szybkie i przyjemne;
  • przy jednej warstwie rzęsy są podkreślone, wydłużone, uniesione; nie są chrupkie, sztywne;
  • druga warstwa nakłada się dobrze ale rzęsy stają się lekko sztywne, plastikowe;
  • nie szczypie w oczy, nie podrażnia ich;
  • nie kruszy się, nie osypuje;
  • nie tworzy grudek;
  • przy 2 warstwie lekko odbija się na linii rzęs;
  • bardzo dobrze się zmywa;
  • przy jednej warstwie przyjemnie rozdziela rzęsy;
  • przy dwóch warstwach potrafi skleić, ale przy odrobinie czasu można to  wyczesać.

 Rzęsy po 1 warstwie tuszu



    Rzęsy po 2 warstwach tuszu




    Eveline ma kilka bardzo przyzwoitych maskar, ta również należy do tej grupy. Jest nie tylko bezproblemowa w użyciu, nadaje rzęsom piękną głęboką czerń to jeszcze rozdziela rzęsy jak marzenie.
    Nie wiem czy znacie ten tusz i czy w ogóle lubcie taki efekt ale jak dla mnie spełnia wszystkie moje potrzeby i oczekiwania :)

    środa, 23 września 2015

    224. Był i znikł - o żelu do twarzy z Rival de Loop słów kilka

    Do tej pory marka Rival de Loop kompletnie mnie nie interesowała. Oczywiście o "genialnych" rybkach słyszałam wiele, czytałam również swego czasu pochlebną recenzję dotyczącą kremu pod oczy, nie skłoniło mnie to jednak do głębszego przyjrzenia się marce.
    Kiedy jakiś miesiąc temu skończył mi się żel do mycia zaczęłam szukać następcy, niestety wybór był dość skromny i z braku laku sięgnęłam po to oto cudo:


    RIVAL DE LOOP
    Żel do mycia twarzy
    skóra mieszana i normalna


    Informacje podstawowe:
    Pojemność: 150 ml
    Konsystencja i kolor: bardziej płynny niż bym się spodziewałam w lekko zielonym / morskim kolorze
    Zapach: perfumowany, wyczuwalny ale nie drażniący
    Info od producenta:
    • nie zawiera mydła;
    • zawiera wyciąg z miłorzębu japońskiego i wyciąg z ogórków
    • pH naturalne dla skóry




    Moja ocena:
    • żel dość intensywnie pachnie ale nie jest to aromat drażniący / męczący;
    • całkiem nieźle odświeża skórę;
    • nie zapchał, nie wywołał u mnie reakcji alergicznej;
    • bardzo przeciętnie zmywa makijaż twarzy (nawet nie rozmazuje makijażu oka, on po prostu kompletnie sobie z nim nie radzi);
    • by zmyć makijaż trzeba umyć twarz 2-3 krotnie i wtedy potrafi widocznie ściągnąć i wysuszyć skórę;
    • ma bardzo dobrą butelkę, nie musimy się męczyć by wydobyć resztki produktu;
    • ma również bardzo irytujące zamknięcie - nie wiem czy to kwestia mojego opakowania ale nigdy nie zamykało się ono do końca;
    • jednak największym minusem tego żelu jest jego wydajność - zużyłam go w niecałe 3 tygodnie.

    To nie jest początek wspaniałej przyjaźni z Rival'em, to bardziej rzucenie "hej" na dzień dobry i do widzenia. Wiem, że każda marka ma swoje lepsze i gorsze produkty ale nie czuję ciekawości, nie mam ochoty na dalsze testowanie.
    Ten żel można spokojnie sobie odpuścić, może do odświeżenia skóry się nadaje ale zmycie makijażu to już ponad siły tego produktu. Szkoda czasu i kasy.....




    poniedziałek, 21 września 2015

    223. Rozdanie

    To moje pierwsze rozdanie i od razu mówię, jest trochę inne. Inne bo zwycięzców będzie dwóch, nagrody wybierzecie same no i jest skierowane dla 101 subskrybentów . Mam ogromną nadzieję, że po pierwsze będzie ono atrakcyjne a osoby, które nie są na liście 101 subów nie zniechęcą się i zostaną jednak na tej stronie.

    No dobra po krótce:

    Co trzeba zrobić by zawalczyć o nagrody?

    • Być jednym ze 101 subskrybentów
    • Odpowiedzieć na pytanie:  po jakim kosmetyku „płakałabyś” gdyby przestano go produkować i dlaczego?
    • Wybrać jeden kosmetyk z każdej kategorii (czyli jedna wygrana to 3 produkty)

      
    KATEGORIA I



    KATEGORIA II



     KATEGORIA III






    Regulamin rozdania:

    1.Fundatorem nagród jestem ja, prowadząca blog mejd-in-poland.blogspot.com
    2.Wszystkie nagrody są nowe i nieużywane
    3. Rozdanie trwa od 21.09 do 04.10.2015 do godz. 23:59
    4. Zwycięzców będzie dwóch 
    5. Do 3 dni od zakończenia rozdania za pomocą losowania zostaną wybrani Zwycięzcy
    6. Szczęśliwcy zostaną  poinformowani mailowo o wygranej w ciągu 2 dni od zakończenia rozdania ( będzie również  notka na blogu)
    7.Wygrane osoby mają 3 dni od ogłoszenia wyników na kontakt ze mną, w przeciwnym razie losowanie będzie powtórzone
    8.Uczestnikami rozdania mogą być tylko osoby pełnoletnie i będące na liście 101 subskrybentów
    9.Nagrodę wysyłam tylko na terenie Polski
    10. Nagroda składa się z trzech produktów, po jednym z każdej kategorii
    11. W rozdaniu można brać udział jeden raz
    12. Zastrzegam sobie prawo do zmiany regulaminu
    13. Biorąc udział w rozdaniu akceptujesz regulamin i zasady wyżej wymienione
    14. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)  


    Konkurs skierowany jest do moich 101 subskrybentów – mam nadzieję, że nie zrazi to nowych czytelników ale chcę wyeliminować ilość osób,  które wpisują się na listę tylko i wyłącznie z powodu rozdania.


    KOMPLETNIE ZAPOMNIAŁAM NAPISAĆ:
    ŻYCZĘ WSZYSTKIM POWODZENIA! :)

    222. Ha, jest stówa :)





    No proszę nie myślałam, że dożyję takiej liczby subskrybentów ale jednak się przydarzyła.

    Nie byłam przygotowana ale sobie tak pomyślałam, że przy takiej okazji zrobię rozdanie - niestety / stety tylko dla subskrybentów (cholera jakie to długie i skomplikowane słowo :P)



    Szczegóły jutro - mam nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie zainteresowane :)

    221. Stara data - czyli Sylveco na wsi

    Przyznaję się, jestem starej daty, przede wszystkim tej starej mentalnej daty. Kiedy nie znam firmy, kosmetyków przed zakupem lubię sobie je "naocznie zobaczyć". Oglądam nie tylko opakowanie, skład ale również wącham produkt (nie lubię ziołowych zapachów a Sylveco ma takich sporo). Do tej pory moja znajomość firmy Sylveco była bardzo ograniczona wręcz minimalna, większość produktów, które mnie interesowały były poza moim zasięgiem. Kiedy dowiedziałam się, że na moją "wieś" przyjeżdżają i będą dostępne dermokonsultacje, wyruszyłam na łowy.



     Tonik hibiskusowy
    To jedyny z tej całej bandy, który kompletnie nie odpowiada mi pod względem zapachu. Dla mnie śmierdzi on starą apteką, ble. Jestem jednak bardzo nim zaintrygowana, tyle się o nim pisze i mówi.. może to będzie moje objawienie?


    Ziołowy płyn do ust
    Kupiony dla mojej córy, która lubi tego rodzaju produkty. Użyty kilka razy i już wiem, że jest to strzał w 10. Nie jest słodki, przesadnie ostry czy ziołowy. Dobry wybór dla wszystkich, którzy nie lubią mocnych smaków.


    Krem pod oczy
    Mój już ledwo dycha i mimo że go uwielbiam, to trochę mi się już znudził. Wiele sobie po nim obiecuję, mam nadzieję, że nie za wiele :)


    Kojący balsam
    Dziewczyna z Sylveco (przemiła i bardzo kompetentna) polecała mi inny, skierowany do bardzo suchej skóry. Ja jednak uległam przepięknemu zapachowi mięty pieprzowej. On musiał być mój.





    Pomadka do ust
    Gratis do zakupów, nie do końca jestem przekonana do tego rodzaju produktów (wolę te własnoręcznie robione) ale z całą pewnością znajdę dla niej zastosowanie.


    Próbki
    Oprócz tych, które widzicie dostałam również szampony dla dzieci i peeling wygładzający.


    Z tego wszystkiego najbardziej cieszy mnie to, że tuż koło mnie mam duży stand z większością produktów z Sylveco. Normalnie żyć nie umierać :)

    A Wy macie jakieś ulubione produkty z tej marki? Czy czegoś powinnam jeszcze spróbować?

    piątek, 18 września 2015

    220. Znalezione w czeluściach Internetu

    Miała być recenzja tuszu ale niestety mój aparat zbuntował się i nie chce przesłać zdjęć na komputer...

    Dziś więc wrzutka filmików / stron które zaintrygowały mnie na tyle by się nimi z Wami podzielić

    1. Ja korzystam tylko z zakładki dodatki do gazet ale znajdziecie tu o wiele więcej - darmolandia.pl

    2. Urocza wiewiórka ziemna

    3. Porównanie tania vs droga maskara


    4. I coś z naszego podwórka - tirówki



    Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie


    Miłego piątku i całego weekendu :)

    środa, 16 września 2015

    219. Mocniejszy znaczy lepszy? - krem do stóp od Lirene

    Krem do stóp to u mnie konieczność, suche pięty to u mnie standard.... O ile w chłodniejsze miesiące nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, to w miesiące "klapkowo-sandałowe" sprawa ma się odrobinę inaczej.
    Jakiś czas temu miałam przyjemność używania kremu z 20% mocznikiem z Lirene. Byłam z niego bardzo zadowolona i kiedy dowiedziałam się o mocniejszym wariancie pomyślałam, że sprawi się on wprost genialnie.

    LIRENE

    krem do stóp
    30% mocznik



    Informacje podstawowe:

    Pojemność: 75 ml
    Konsystencja: standardowa
    Zapach: nieprzyjemny, drażniący
    Info od producenta oraz skład:




    Moja ocena:
    • totalnie zaskoczyła mnie obecność olejku herbacianego, mimo że w składzie jest na 9 miejscu (z 12) to właśnie on gra pierwsze skrzypce;
    • wiem, że wiele osób lubi lub podchodzi obojętnie do tego zapachu ale dla mnie ten krem śmierdzi;
    • dobrze zmiękcza i daje przyjemne poczucie nawilżenia. Robi to tak samo dobrze jak 20% wersja;
    • zostawia bardzo nieprzyjemne uczucie talku / kredy, czegoś sypkiego na stopach;
    • szybko się wchłania, zostawia lekko "wilgotną" powłoczkę;
    • krem bardzo dobrze sprawdza się jako maska, stopy są przyjemnie zmiękczone, delikatne w dotyku.


    To dobry krem. Jeśli nie przeszkadza Wam zapach i uczucie czegoś suchego / talkowego na stopach to spodoba Wam się ten produkt. Ja więcej go nie kupię. Takie samo działanie oferuje mi 20% wersja, która dodatkowo pachnie dużo lepiej i nie zostawia ani powłoczki ani tego uczucia talku.



    P.S. Robiłam małe porządki i chciałabym posłać w świat dwie rzeczy.




    Rozświetlacz z MUR (peach lights) - podobał mi się, użyłam go jakieś 10 razy. Niestety po czasie muszę stwierdzić, że nie lubię siebie w tym kolorze - jest zbyt srebrny, zbyt perłowy, zbyt zimny.


    Pędzel Glambrush (T16) - moje rozczarowanie. Nie umiem sprawić, by ten pędzel zadziałał. Jest bardzo delikatny, miękki. Może ktoś chce spróbować; może ktoś go lubi, szuka - to nie jest zły pędzel, poprostu nie ma między nami chemii......


    poniedziałek, 14 września 2015

    218. O średniaku słów kilka - balsam do ciała z Isany

    Isana, marka ogólnie znana, posiadająca w swojej ofercie wiele perełek. Żele pod prysznic, kremy do rąk czy balsamy do ciała z mocznikiem to tylko kilka produktów, które uwielbiam. Po bardzo średnim balsamie z Ziai szukałam czegoś dobrego, działającego. Nie znalazłam wspomnianego już balsamu z mocznikiem ale w gałki rzucił mi się inny produkt i to właśnie o nim chciałabym dziś opowiedzieć.

    ISANA

    Balsam do ciała
    Classic soft z witaminą E i woskiem pszczelim



    Informacje podstawowe:
    Pojemność: 400 ml
    Konsystencja: gęsta
    Zapach: bardzo subtelny, lekko słodki
    Info od producenta:
    • optymalna pielęgnacja dla suchej skóry;
    • posiada witaminę E, wosk pszczeli i glicerynę, które pomagają w utrzymaniu wilgotności skóry;
    • zapewnia długotrwałą ochronę przed przesuszeniem;
    • skóra po balsamie jest gładka i jedwabista;
    • balsam szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy na skórze.




    Moja ocena:
    • balsam jest gęsty i trudno wydobywa się go w opakowania (ja już po tygodniu postawiłam je do góry nogami);
    • ma tępą konsystencję i trudno się rozprowadza (w szczególności jeśli skóra jest mokra);
    • zostawia mega smugi, mazia się;
    • dość długo wchłania;
    • balsam dobrze zabezpiecza skórę (otula ją) ale nie powiedziałabym, że odżywia; po kilku dniach używania go solo pojawiają mi się suche placki na łydkach;
    • nie zostawia filmu ale zdarza się, że biorąc prysznic czuję śliską powłoczkę;
    • skóra po aplikacji i wchłonięciu jest miła i delikatna w dotyku.

    Należę do osób, które bardzo rzadko mają otwarte dwa produkty z tej samej kategorii, tu jednak zrobiłam wyjątek. Balsam z Isany męczył mnie nie tylko w użytkowaniu (tępa i gęsta konsystencja) ale również efekt końcowy mnie nie zadowalał. Skóra była sucha, nieprzyjemna i niestety byłam zmuszona kupić dodatkowy produkt i używać ich zamiennie.

    Isana to balsam, który spokojnie można sobie odpuścić, niczego spektakularnego nie stracimy. Taki średniak do wyrzucenia i zapomnienia.











    piątek, 11 września 2015

    217. Ideał w tubce? - Evree i ich peeling 3w1

    Dość sceptycznie podchodzę do produktów, które posiadają formuły: 3w1; 8w1 czy 1500w1. Z doświadczenia wiem, że jest trudno osiągnąć wszechstronne działanie a "papier", czy w tym przypadku plastikowe opakowanie, przyjmie wszystko. Poniższy produkt zaintrygował mnie jednak na tyle, że dałam mu szansę. Dziś swoje 5 minut ma:

    EVREE

    Peeling do twarzy 3w1



    Informacje podstawowe:
    Pojemność: 75 ml
    Konsystencja: dość lejąca
    Zapach: przyjemny, kwiatowy
    Termin przydatności: 6 miesięcy od otwarcia
    Info producenta:



    Skład:



    Moja ocena:
    • pierwszym zaskoczeniem jest zdecydowanie jego dość rzadka konsystencja oraz kompletny brak widocznych drobinek peelingujących; za pierwszym razem po wyciśnięciu na dłoń byłam lekko rozczarowana;
    • moje rozczarowanie zniknęło momentalnie po nałożeniu - produkt zawiera glinkę, która mimo, że jest bardzo drobna, jest wyraźnie wyczuwalna podczas stosowania;
    • peeling mechaniczny: 
      • drobiny glinki docierają skutecznie i głęboko we wszystkie pory, czyszcząc je dokładnie, rezultaty są widoczne już po kilku zabiegach;
      • skóra jest pobudzona, drobiny powodują delikatne kłucie;
      • skóra po zabiegu nie jest ani ściągnięta, tkliwa ani tym bardziej podrażniona;
      • cera jest przyjemnie miękka, oczyszczona i widocznie lepiej przyjmuje inne kosmetyki;
    • peeling enzymatyczny: 
      •  skóra po nałożeniu kremu po kilku chwilach delikatnie mrowi, nie jest to uczucie nieprzyjemne czy sprawiające ból ale w moim przypadku w okolicach żuchwy czy policzków było to bardziej wyczuwalne niż przy innych produktach z tej kategorii;
      • mimo mrowienia po zmyciu nie widziałam podrażnień, czerwonych placków skóry;
      • cera po peelingu była odświeżona i miękka (pulchna?);
      • po kilkukrotnym użyciu widziałam poprawę kolorytu skóry;
      • bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie posiadam może dużej ilości suchych skórek czy niedoskonałości, ale te które miałam zniknęły;
    • maseczka: 
      • tak jak w przypadku dwóch opcji powyżej drobiny glinki były genialnym rozwiązaniem tak w tym przypadku trochę przeszkadzają - to akurat moje widzimisię ale nie lubię kiedy staram się rozprowadzić równomiernie produkt a tu mnie coś szoruje;
      • glinka bardzo szybko zasycha i jak to glinka trochę "usztywnia" twarz; taka delikatniejsza wersja np. maseczki z glinką z Ziai;
      • tu mała uwaga: raczej nie przesadzałabym z przekraczaniem czasu trzymania maseczki: kilka razy zmyłam ją trochę później niż po całkowitym wyschnięciu i skóra nad wargą i koło nosa była ściągnięta nie na tyle bym od razu biegła po krem ale była ona zdecydowanie mniej przyjemna w dotyku;
      • jeśli się ją jednak zmyje wg zaleceń producenta skóra jest miękka, delikatna i przyjemna w dotyku;
      • jestem posiadaczką bardzo dużych porów i ta maseczka widocznie je zmniejsza. Efekt utrzymuje się przez ok. 2 godziny;
      • maseczka genialnie się zmywa. Tak jak nigdy nie lubiłam zmywać wspomnianą już maseczkę z Ziai, to ta zmywa się błyskawicznie i bezproblemowo;


    To bardzo dobry produkt. Osoby z cerą problematyczną czy mieszaną będą z niego zadowolone. Ta mała tubka zaskakuje nie tylko swoją wydajnością ale również wszechstronnością. Peeling z Evree sprawdził się w każdej roli. Rzadko zgadzam się z obietnicami producenta ale tu muszę przyklasnąć - robi to co ma robić i robi to rewelacyjnie. Jest wart każdej wydanej złotówki.