Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfumy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfumy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2015

162. Project Pan 11 - 4 aktualizacja

Uff to już czwarta, przedostatnia aktualizacja Projektu, który zaczęłam w styczniu tego roku. Zużycia nie są spektakularne ale są, więc jeśli ktoś jest zainteresowany to zapraszam poniżej.

P.S. Opisy niektórych będą bardzo króciutkie po większą ilość informacji zapraszam do wcześniejszych części:



TWARZ


1. Podkład Wake me up - RIMMEL  -  postanowiłam go wycofać, została mi połowa - jest za ciemny i za błyszczący jak na tą porę roku, będzie sobie "zimował" do jesieni :)





2. Baza pod makijaż - KOBO
Zużycie małe (no bo ile tego można używać) ale jest. Lubię i polecam.

3. Puder transparentny - ESSENCE
Mój ulubieniec, genialny bardzo wydajny produkt. Widać lekkie użycie ale starczy mi on na jeszcze bardzo długi czas.


OCZY


 

4. Paleta do cieni 02 - GOLDEN ROSE

W środku zdjęcie na dzień dzisiejszy - powyżej i poniżej jak wyglądało to miesiąc temu.

Idąc od góry:
  • 1 i 2 - zużyłam pierwszy cień, na miejsce drugiego wprasowałam cień z dua Celii
  • 3 i 4 - zużycie minimalne (nawet się wydaje na tym zdjęciu że w zeszłym miesiącu było lepiej) - to bardzo napigmentowane i mocno upakowane cienie
  • 5 i 6 - czarny użyty kilka razy - zużycia nie widać kompletnie.
  • 7 i 8 - zużyłam złoty - był lekko upakowany, i pod koniec miałam wrażenie, że gorzej się trzymał i potrzebowałam go więcej
  • 9 i 10 - w 10. dobiłam denka i nie sądzę, bym miała problem z wykończeniem go
  • 11 i 12 - obydwa kolory są dobrze napigmentowane i mocno upakowane, starczą na długi czas

Z czterech, które w zeszłym miesiącu założyłam skończyć, zostały mi dwa (4 i 10) -10 nie zostało mi dużo, 4 jest mocno upakowana i nie wiem jak to będzie


5. Paleta Party time - MY SECRET

Oprócz fioletu, wszystkich innych używam regularnie, jak widać zużycie jest minimalne ALE  zauważyłam że :

  • cień 1 charakteryzuje się dobrą jakością ale nie lubię go na swoim oku - u mnie to taki żółty jajeczny kolor 
  • drugi kolor ma małe drobinki, które znikają podczas blendowania, jest dobry do wyrównania koloru powieki ale potrafi zniknąć
  • fiolet jest niesamowicie napigmentowany, dobrze się z nim pracuje
  • miedziany - jest genialny, nie osypuje się, wygląda obłędnie na środku powieki lub jako eyeliner - tylko dla tego koloru można kupić tą paletę.

USTA

 


6. Pomadka matowa - GOLDEN ROSE
Zużycie małe, one są dobrze napigmentowane i nie da się zbytnio poszaleć.

7. Błyszczyk - EVELINE
Super produkt, genialnie nawilża i zabezpiecza usta, kolor bardzo uniwersalny. Przyznam, że nie wiem czy dobrze zaznaczyłam, produkt nie chce opaść do końca i w miejscu zaznaczenia jest po prostu odcięcie więc przypuszczam, że to gdzieś tam. Co raz mniej lubię błyszczyki ale jeśli miałabym jakiś kupić to byłby właśnie ten.


PIELĘGNACJA



8. Maska drożdżowa - BANDI
Nie napiszę nic nowego - genialna, cholernie wydajna maska.

9. Oliwka do paznokci - MR. NAIL
Tu też nie zamierzam się rozpisywać - fajny produkt, robi co ma robić, przyjemnie pachnie.

10. Krem do stóp - LIRENE
Mój ulubieniec w tej kategorii - gdyby jeszcze chciało mi się go regularnie stosować.
Polecam każdemu, kto ma suche stopy.


DENKA



11. Duo cieni - CELIA
Jasny beżowy skończył się momentalnie, brąz przeniosłam do palety. Obydwa kolory godne polecenia, naprawdę dobry produkt.

12. Korektor pod oczy - EVELINE ART SCENIC
Super produkt, miał swoje wady ale ostatecznie bardzo fajny. Zastąpiłam go na chwilę kamuflażem z Catrice, który okazał się dla mnie zbyt ciężki i teraz testuję coś nowego.


NOWOŚCI



13 i 14 - Lakiery do paznokci - EVELINE
13 - niebieski nr. 948- przepiękny kolor ale potrzebujemy dwóch warstw by wyglądało to dobrze, bardzo płynny, na moich paznokciach wytrzymuje 3 dni
14 - kremowy nr. 267 - mój ulubieniec - super kolor, jedna warstwa trzyma się do 4 dni


15. Woda toaletowa - GORGIO ARMANI - Acqua di Gioia
Moja kolekcja perfum zrobiła się trochę zbyt duża, nie chcę ich chomikować więc czas zużyć mniejsze pojemności. Zapach przepiękny ale nie do końca mój.  Nie jest to zapach na co dzień i na każdą okazję ale sądzę, że nie będę miała problemu z zużyciem.
Pierwsza linia oznacza ile było jej na początku, druga (środkowa) oznacza ile było miesiąc temu, ostania najniższa to stan na dziś.


I to by było na tyle, mam nadzieję, że było ciekawie.

czwartek, 1 stycznia 2015

106. 52 dni - to jest już koniec, nie ma już nic

No prawie nic ale od początku.....

Dokładnie 10 listopada opublikowałam pierwszy post z tej serii. Wybrałam 10 poduktów, które z różnych powodów chciałam zużyć. Oryginalnie, obok produktów sfotografowanych poniżej, były jeszcze dwie kredki z Lovely ale niestety nie dotrwały do końca, były na tyle kiepskie, że nie chciałam się z nimi męczyć i wyrzuciłam je bez wahania.

Jeśli ktoś chciałby zapoznać się z poprzednimi postami z tej seria oto linki do: pierwszej i drugiej części




Zdjęcie grupowe już jest teraz kolej na solówki.



Błyszczyk XXXL


Skończyłam go kilka dni temu - teoretycznie jest tam jeszcze trochę ale miałam problemy z wydobyciem i dałam sobie spokój.
Moim zdaniem jest to bardzo dobry produkt, nie klei się, aplikator jest przyjemny, kolor łatwy w noszeniu. Zdecydowanie do niego kiedyś powrócę.



Bebeauty - matowa szminka w kolorze 03

Tak wyglądała na samym początku                                   Tak wygląda teraz



Kiedy zaczynałam, szminka była prawie nowa i nieużywana, zarówno kolor jak i formuła nie przypadła mi do gustu - trudno mi się jej używało. Z czasem nauczyłam się co robić i jak nakładać, by wyglądało to znośnie.
Nie jest to bubel, nie jest to również produkt, za którym będę tęsknić, czy poszukiwać.
Na razie dam sobie z nią spokój - nie będzie moim codziennym produktem do ust - chce odpocząć zarówno od koloru jak i formuły ale tak jak nie byłam na początku pewna czy ją zatrzymam, to teraz wiem, że spokojnie ją zużyję.



Kremy z Bandi: krem złuszczający oraz krem matujący


Trochę się obawiałam, że mi się przeterminują (12.2014) ale jakimś cudem udało mi się je skończyć przedwczoraj.
Obydwa to bardzo, bardzo dobre produkty. 
Krem złuszczający jest delikatny, przy regularnym używaniu widać jego działanie. Przepięknie pachnie, jest niesamowicie wydajny - cudo.
Jego brat - krem matujący - to jak dla mnie krem do zadań specjalnych - fantastycznie matuje, łatwo się rozprowadza, przyjemnie pachnie i jest wydajny jak diabli. Jedyny minius, o którym zawsze piszę to to, że trzeba go dokładnie rozsmarować, kilkakrotnie zdarzało mi się mieć białe smugi przy brwiach.

Obydwa produkty kiedyś się u mnie jeszcze znajdą ale jeszcze nie teraz, chciałabym trochę poeksperymentować.


Himalaya - pomadka do ust

Zaczynałam z takim stanem                                 A kończę z takim

 Nie wiem jak Wy ale mnie rzadko kiedy udaje się skończyć jakąś pomadkę ochronną, bo albo mi się gdzieś zagubi albo znudzi albo połamie.
Nadal nie jest to mój ulubiony produkt i obok minusów wymienionych w poprzednich postach mogę dodać jeszcze jeden - obluzowane wieczko. Pal licho jak noszę ją w spodniach (jak się rozgrzeje temeperaturą mojego ciała to nawet mogę jej używać jak jest zimno :-) ) ale jak włożę do torebki czy plecaka to z całą pewnością wieczko się gdzieś zagubi.
Zużyć zużyje ale nie kupię ponownie - miłości do niej nie poczułam, to bardziej takie letnie uczucie tolerancji.
I jeszcze jedno - przy naprawdę częstym używaniu, nie zauważyłam, by moje usta jakoś się polepszyły - to bardziej konstans...


Revlon Colorstay

 Przyznaję, troszkę oszukiwałam przy tym produkcie. Jak widać odrobinę tam zostało ale przez brak pompki niezmiernie trudno jest mi cokolwiek wydobyć. Mogłabym stukać albo dać odwrotnie ale on jest tak gęsty, że minęłaby dekada zanim coś bym wydobyła. Odrobinę również dałam koleżance, która mocno znastanawia się na zakupem - stwierdziłam, że nie ma co chomikować i się podzieliłam - na zdrowie Kasiu!
Pod koniec mnie już trochę męczył - chodzi nie tylko o brak pompki ale również o ciężkość tego podkładu. Chce i będę szukać podkładu ze średnim kryciem ale zdecydowanie lżejszym.



Mochino I love

Wyjątkowo szybko go skończyłam - dobry produkt, zapach nie trzyma się może wybitnie długo ale jest przyjemny, ożeźwiający. Zważywszy jednak na to, że mam 4 pełnowymiarowych perfum, dwie 30 ml i jedne, w których ostatnio się zakochałam to raczej szybko go nie kupię. 



I tyle tego dobrego...

Po tej przygodzie mogę zdecydowanie stwierdzić, że jest to fajna sprawa. Nie tylko dlatego, że do niektórych produktów się przekonałam, czy polubiłam ale również dlatego, że używając i zużywając je miałam niezłą radochę - fakt, że pieniądze, przeze mnie wydane, nie poszły na marne bardzo mi się podoba. Oczywiście trafiły się buble (kredki Lovely) ale dla mnie to również nauczka, by bardziej dokładnie wybierać produkty. 


Teraz mam do Was małe prośbę.

Ostatnio, bardzo mocno zastanawiam się nad wprowadzeniem projektu denko (w oryginalnej postaci) na rok 2015 - wypisałam nawet 10 produktów, które chciałabym skończyć w tym roku ale nie wiem czy to by kogokolwiek interesowało. 

Napiszcie proszę, co o tym sądzicie (byłyby to produkty stricte makijażowe).
Czy chętnie byście takie posty czytały, czy jest to dla was atrakcyjne, interesujące? 
A może chciałbybyście się przyłączyć?

piątek, 5 grudnia 2014

96. 52 dni - aktualizacja

To już 26 dni odkąd wprowadziłam w życie mój własny "project pan" - projekt, wg którego chcę zużyć 10 wybranych przez siebie kosmetyków. Kilka z nich mi nie odpowiada, kilka zbliża się do terminu przydatności.

Jeśli jesteście ciekawe jak mi poszło zapraszam do czytania.







Błyszczyk XXXL Essence


Jestem w szoku, że udało mi się tak dużo go zużyć. Bardzo fajny produkt, nadal go lubię, nadal chce mi się go używać.
Cieszę się,  że mam jeszcze jedną sztukę. Szczerze polecam.


Peeling do ciała - Lirene


UFF! - zużyłam go, chociaż w sumie nie było to, aż tak trudne. Konsystencja jest dość lejąca, formuła gruboziarnista jest dość umowna, więc nie było to, aż takim wysiłkiem. Nadal nie lubię tego zapachu ale dało się go znieść, nie ma co przeżywać ale nie kupię go więcej.


Bebeauty - matowa szminka 03



Poprzednio nie zaznaczałam, ile mi jej została, była praktycznie nie używana ale dla porządku było to mniej więcej tam gdzie pokazuje strzałka.
Zużycie jest całkiem spoko. Cieszę się, że dałam ten produkt do tej listy. Po pierwsze dlatego, że wyrobiłam sobie nawyk używania szminki a po drugie nauczyłam postrzegać siebie w szmince (do tej pory preferowałam tylko błyszczyki).
Niestety nadal uważam, że kolor nie jest dla mnie odpowiedni, no i niestety ta formuła nie jest dla mnie przyjazna. Bez balsamu do ust i odrobiny szczęścia źle to wygląda na ustach.

 Bandi  - krem matujący SPF 18
Mój ulubieniec. Co prawda teraz, kiedy moja skóra nie świeci się tak bardzo, krem, przy codziennym stosowaniu, okazał się lekko zbyt mocny (lekko przesusza mi okolice na czole między oczami) to nadal bardzo go lubię. Moja twarz trzyma mat, jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie. 
Na razie nie kupię, bo nie jest mi potrzebny.



Himalaya - balsam do ust


Tu zużycie nie jest aż tak spektakularne ale widać postęp. Nadal mam takie same "ale" do tej pomadki tj. jak mam mokre usta albo jest zimno to mogę sobie jeździć po ustach i nic się nie nałoży;  nadal jak nie trzymam podstawy to się chowa.
Zużyć zużyje ale nie wrócę, po pierwsze z powodów wymienionych wyżej a po drugie znalazłam coś lepszego :-)


Bandi - krem złuszczający na noc



Używałam co kilka dni więc zużycie nie jest powalające, ale jest ok.
Bardzo lubię ten kosmetyk, chciałabym jednak spróbować czegoś nowego,  więc na jakiś czas odpuszczę sobie ponowny zakup. Polecam go osobom ze skórą wrażliwą, lubiących delikatne peelingi złuszczające. Bandi na prawdę zrobiło dobry produkt.


Revlon - podkład do cery mieszanej



Lubię ten podkład, nie byłam jednak konsekwentna w używaniu go i to widać na tym zdjęciu.  Dobrze współgra z moją cerą, jest jednak odrobinę zbyt ciężki dla mnie, z mijającym czasem dryfuję w stronę lżejszych produktów.
Zużyć na pewno zużyję ale na razie nie będę ponownie go kupować.


Mochino - I love - woda toaletowa




W tym przypadku zauważyłam kolejny plus z wprowadzenia tego projektu. W pierwszym poście pisałam, że ten zapach mi się już w takim stopniu przejadł, że zmuszam się do używania tego produktu. Teraz znów się do niego przekonałam, nie na tyle bym go kupiła ponownie w najbliższym czasie, ale na tyle, że nie wzdrygam się gdy go używam.


Lovely - konturówki do oczu - czarna i brązowa



No cóż, te kredki wyglądają niemalże tak samo jak poprzednim razem. Miałam szczerą chęć by je zużyć ale poddaję się, nie chcę ich, nie chcę męczyć się z nimi, patrzeć co chwila czy aby nie powędrowały gdzieś na moich powiekach, zniknęły czy po prostu się zważyły. Więcej nie kupię. Lubię firmę Lovely ale te produkty, dla mnie to totalny niewypał.



No i tyle - w sumie jestem zadowolona. Poza Revlonem, którego trochę traktowałam po macoszemu, zużycie poszczególnych produktów jest widoczne. Trochę się zastanawiałam nad wyrzuceniem kredek ale stwierdziłam, że to nie ma sensu. Oczywiście wydałam na nie pieniądze i nie lubię wyrzucać rzeczy, które nie są albo puste albo zepsute ale one nie są po prostu warte tego bym się męczyła za każdym razem kiedy ich używam.

Mam nadzieję, że post się Wam podobał.



Posty powiązane - 52 dni


czwartek, 4 września 2014

57. Małe wielkie odkrycia


 
To już druga odsłona moich małych wielkich odkryć. Jak widać, sporo się tego znalazło i notka będzie całkiem sporych rozmiarów. Niektóre z tych produktów odkryłam jakiś czas temu, inne to „świeżaki”, wszystkie jednak zdobyły moje serce.


Maska do włosów z granatem i aloesem – Alterra.   
Wiem, że maska jest hitem na wielu blogach i wcale się nie dziwię, ona jest  po prostu genialna. Szampony zapobiegające wypadaniu włosów niestety mają to do siebie, że włosy robią się splątane i sianowate, maska w 100% temu zapobiega. Odpowiada mi jej konsystencja, zapach. Dodatkowym plusem jest niesamowita wydajność. Już niewielka ilość pomaga wystarcza bym nie wyrwała sobie resztek włosów z mojego czerepu.


Peeling drobnoziarnisty – Lirene. 
 Okres letni i ogromne upały w tym roku dały się mojej skórze we znaki – w okolicach biustonosza i ramion pojawiały mi się kroski i potniaki. Peeling skutecznie rozprawił się z tymi potworami. Jest na tyle delikatny, że nie podrażnia skóry i na tyle skuteczny, że od kilku tygodni nie mam już ani jednej krostki. Jednym problemem jest konieczność odkręcania tubki pod prysznicem. Jest to dla mnie lekko irytujące. Nie lubię takich rozwiązań w kosmetykach ale jego działanie całkowicie mi wynagradza tę małą wadę. No i ten zapach - po prostu bajka (wyciąg z lotosu i lilia wodna).


Dwu fazowa odżywka do włosów ze skłonnością do wypadania  włosów wypadania– Biovax.  
Odżywki używam od prawie dwóch miesięcy i w tym czasie przekonałam się, że ten specyfik ma kilka fajnych atrybutów:
- zdecydowanie zapobiega przetłuszczaniu się włosów.Włosy w całkiem niezłej kondycji potrafią przetrwać o dzień / dwa dłużej niż przed zakupem tego kosmetyku.
- dość konkretnie zmniejszyła się ilość moich kłaków na szczotce.
- kosmetyk można szybko rozprowadzić na włosach.
- przepięknie pachnie. Nie jest to najważniejsze w kosmetykach ale lubię gdy to czego używam również przyjemnie pachnie.


Krem do rąk z ceramidami – Ziaja.  
Krem  kurzył mi się w szufladzie, z której rzadko korzystam.  I żałuję, że tak długo tam sobie siedział. Krem przepięknie pachnie, bardzo dobrze rozprowadza się na dłoniach, skutecznie nawilża je na długi czas. Uwielbiam ten produkt i lekko się od niego uzależniłam. To zdecydowanie jeden z najlepszych  kremów jakie używałam do tej pory.


Płyn dwufazowy – Delia.  
Bardzo dawno temu używałam tego płynu i już zapomniałam jak dobry jest to kosmetyk. Jako jedyny, do tej pory, zmywa bez problemu cienie w musie zakupione w Biedronce. To również jedyny płyn dwufazowy, który nie zostawia mi mgły na oczach po użyciu. W swoich zbiorach mam jeszcze kilka płynów micelarnych ale po ten najchętniej sięgam, jeśli chce zmyć makijaż oczu i chyba nie zmieni się to przez najbliższy okres.


Tyle jeśli chodzi o szeroko rozumianą pielęgnację – czas na kosmetyki do makijażu.

Na pierwszy ogień pójdą dwa cienie do oczu.

 Pierwszy to cień z Essence w pięknym szampańskim kolorze (cień z małymi drobinkami brokatu) drugi to trio z Inglota (cienie matowe). Obydwa są bardzo dobrze na pigmentowane, obydwa przepięknie wyglądają na powiece a ich aplikacja to czysta przyjemność.

Puder Bourjois healthy balance 
Puder jest bardzo drobno zmielony, wydaje się wręcz aksamitny. Używam go od kilku miesięcy i jak do tej pory złego słowa o nim powiedzieć.  Jest totalnym i absolutnym geniuszem w kategorii pudrów. Jeśli jeszcze ktoś nie miał szansy go spróbować to jestem przekonana, że nie straci jeśli to zrobi.

Woda toaletowa od Giorgio Armaniego - Prive. 
Moja wisienka na torcie.
Jestem osobą dość nieśmiałą, w szczególności jeśli chodzi o ludzi, których nie znam lub znam słabo ale ten zapach spowodował, że na przyjęciu Bożonarodzeniowym zapytałam szefową mojego małżona czym pachnie. Zapach jest niepowtarzalny, wprost niesamowity. Jest złożony i bogaty ale nie wpada w ten obezwładniający czy duszny ton.
Gdybym miała go zdefiniować to powiedziałabym, że na początku pachniemy limonką i bergamotką, po jakimś czasie dołaczają mocniejsze nuty pieprzu. Nie jest może ona mega dostępny ale jeśli tylko będziecie miały możliwość powąchajcie go.


I to by było na tyle. Jak zawsze trochę przy długo, za co przepraszam. Mam nadzieję, że miło się czytało.