poniedziałek, 27 marca 2017

420 Górnikiem być - pasta węglowa do mycia twarzy od Bielendy

Do Kontigo wpadam zawsze jak huragan. Zawsze w "niedoczasie", zawsze tylko na chwilę.
Tym razem też tak było. Chciałam kupić krem pod oczy... wyszłam z kremem pod oczy, kremem bb, mydłem zmniejszającym pory i peelingiem do twarzy (który, na usprawiedliwienie, również był potrzebny).

BIELENDA

Pasta węglowa do mycia twarzy 
cera mieszana i tłusta



Informacje podstawowe:

Pojemność: 150 g
Zapach: pamiętacie gumy hubba bubba? jeśli tak to pachnie jak ta różowa
Konsystencja: to nie jest pasta, to bardziej stosunkowo rzadki balsam



Info od producenta:


Skład:



Moja opinia:

  •  pierwszym rozczarowaniem jest konsystencja - to dość rzadki produkt z niewielką ilością granulek; można zapomnieć o porządnym oczyszczeniem twarzy z martwego naskórka;
  • stosowany jako peeling nie zauważyłam zmniejszenia porów;
  • stosowany jako maska...hmmm... może trochę te pory były zmniejszone... ale nie dałabym sobie ręki uciąć;
  • nie zauważyłam by jakikolwiek sposób pomagał mi w utrzymaniu matu dłużej niż inne, stosowane przeze mnie, produkty;
  •  niestety stosowany jako maska odrobinę ściąga moją skórę i to nie tylko tam gdzie skóra jest normalna ale również w strefie T;
  • to nie jest produkt wydajny, rzeczywiście używam go więcej bo chcę oczyścić twarz ale mam go już dwa tygodnie i nie wiem czy wytrzyma jeszcze dwa;
  • jako peeling dobrze się zmywa z twarzy, jako maseczka mógłby lepiej. Niby trsgwdii nie ma ale nie jest to szybkozmywalny produkt;
  • nie uczulił mnie.





Czy poleciłabym tą pastę? Nie... i nie dlatego, że jest kiepski (choć wybitny to on też nie jest) ale dlatego, że jest na wskroś przeciętny... ot takie myjadło , coś pomiędzy balsamem myjącym a peelingiem.... Jedyne co, jak go zobaczycie w drogerii, powąchajcie go... kuriozalnie to najmocniejszy atut tego produktu.

poniedziałek, 20 marca 2017

419. Zauroczenia ostatnich tygodni

Nigdy nie ciągnęło mnie do pisania o ulubieńcach... nie jest to też post, w który "klikam" u innych.... jakoś mi z nimi nie po drodze...

Te produkty na tyle mnie zauroczyły i zaskoczyły, że przełamałam się i oto jest.
Dziś zobaczycie moją skromną listę zauroczeń ostatnich tygodni...






TOMO her znalazłam w kalendarzu adwentowym Douglasa... i zakochałam się od pierwszego użycia. To niecodzienny i w moim odczuciu bardzo niespotykany zapach... Jest trwały, wyczuwalny ale nie nachalny i cholernie przyjemny dla nosa :)


Nuty zapachowe:
nuta głowy: róża, mandarynka i bergamotka
nuta serca: jaśmin, piwonia i skóra
nuta bazy: wanilia, styraks, paczula i ambra


Druga propozycja to IZIA od Sisley....Gdyby ktoś powiedział mi, przed powąchaniem, czym to ma pachnieć najpewniej bym zrezygnowała. Ten zapach jest jednak tak uwodząco przyjemny i kobiecy, że nie da się przejść koło niego obojętnie.....

Nuty zapachowe:
nuta głowy: aldehydy, biała bergamotka i różowy pieprz;
nuta serca:  róża, nuty kwiatowe i dzięgiel
nuta bazy: ambra, cedr i piżmo




kot jest tu dodatkiem niestety niezbędnym :P


Lakiery od Bell Hypoallergenic

Przepiękne nasycone kolory, genialnie kryją przy jednej grubszej warstwie lub dwóch cienkich. Są wytrzymałe jak diabli i bezproblemowo się zmywają. Cud miód malina... jedyny mały minus to czasami przy otwieraniu pędzelek zostaje w środku opakowania.... Na szczęście wystarczy zamknąć i ponownie otworzyć opakowanie.



Szybko i na temat ale tak właśnie wyobrażam sobie te posty. Mam nadzieję, że któryś z tych produktów Was zainteresuje.

piątek, 17 marca 2017

418. Hawajski olbrzym - masło z TBS

Jakiś rok, może trochę więcej był czysty szał na te produkty. Niemalże każda youtuberka, którą oglądałam wcześniej czy później pokazywała produkty z tej linii. Ciekawiły, nie powiem, ale jakoś nie na tyle by polecieć na miotle i kupić.... I oto z dużym opóźnieniem trafił i do mnie... nawet dwie sztuki... z okazji urodzin...


THE BODY SHOP
masło do ciała



Informacje podstawowe:

Pojemność: 350 ml

Konsystencja: maślana, takie masło spożywcze :)


Zapach: bardzo przyjemny, delikatnie kobiecy
Info od producenta:

"Olej Kukuii przywraca skórze elastyczność, odżywia, nawilża i dodaje jej blasku. Jest bogaty w kwasy tłuszczowe i witaminy z wysokim poziomem kwasu linolowego wygładzając i nawilżając nawet najbardziej suchą skórę."


Skład:




Moja ocena:

  • masło bardzo dobrze rozprowadza się na ciele, sunie po skórze;
  • niestety smuży. Nie na długo i nie bardzo mocno ale jest to widoczne przez kilka minut;
  • przy dłuższym stosowaniu bardzo dobrze koi i uspokaja skórę; zmianę czuć i widać gołym okiem;
  • dobrze nawilża skórę;  skóra jest przyjemna w dotyku przez długie godziny;
  • jest całkiem wydajnie; dałabym mu 4 punkty na 5 możliwych


Nie sposób nie napisać czegoś więcej o opakowaniu. Lubię i cenię taka stylistykę... niestety wiąże się to również z kilkoma istotnymi, dla mnie, minusami. Przede wszystkim nie jest przyjemne do podróżowania, po drugie ciężko się je trzyma  a kiedy zużycie jest już znaczne kiepsko się produkt wyjmuje... male rzeczy to prawda ale psują trochę ogólną przyjemność z używania.




W mojej ocenie masło trzyma poziom. Przyjemnie się go używa i jestem zadowolona z rezultatów... ale nie przebija masła z Organique. No może jest lepsze w tym ze nie jest tak twarde ale reszta to o stopień mniej niż w Organique... 

To czy warte jest swojej ceny to pytanie otwarte... dla mnie nie... mimo swoich zalet to nie jest produkt wart tyle pieniędzy....

Ha! wyszło trochę inaczej niż zamierzałam... To bardzo dobre masło zarówno pod względem działania jak i samego użytkowania ale jeśli miałabym wolną gotówkę w portfelu nie wahałabym się i poszłabym do sklepu Organe nieique.




poniedziałek, 13 marca 2017

415. Znalezione w Internecie

Dziś wizualnie  :)

 P.S. mam spore problemy z bloggerem. Jakoś nie chce ze mną współpracować przez co posty są opóźnione. Mam nadzieję, że niedługo mi się to rozwiązać.