piątek, 20 kwietnia 2018

427. Ciekawostka

Bry :)

Uwielbiam gościa, jego filmy są zawsze krótkie i na temat. Wiem, że nie wszyscy znają angielski ale nie powinniście mieć problemu ze zrozumieniem o co biega.

Miłego oglądania :)




poniedziałek, 11 grudnia 2017

426. Rozczarownia

Lubię testować nowe produkty, czasami znajdę perełkę czasami wręcz przeciwnie.








Resibo - serum do twarzy

Zaczynam z grubej rury bo to duże rozczarowanie. Przyznam nastawiłam się, miałam ogromne oczekiwania. Mogłabym przyczepić się do zapachu, który jest niezmiernie nieprzyjemny ale gdyby działanie było świetne najpewniej bym jakoś przyzwyczaiła. Niestety tu chodzi o działanie. Mam mieszaną cerę (poza strefą T normalną) i niestety on jest dla mnie zbyt bogaty. Siedzi na skórze jak kwoka na grzędzie przez bardzo długi czas. Mam wrażenie, że moja skóra nie czerpie z niego żadnych korzyści.... choć może czerpie ale nie to co potrzeba. Po kilku razach (nie stosowałam go codziennie) na czole wywaliło mi takie gule, że bez charakteryzacji mogłam robić za jelenia.

Organique - serum do twarzy i ciała

Kupiłam dwa produkty w Organique i obydwa znalazły się w tym zestawieniu. Poddaje się... Uwielbiam ich masła do ciała, niestety wszystkie inne produkty są po prostu rozczarowujące. Nie będę do nich już wracać, nie chcę się denerwować.
Te serum nie dość, że klei się na twarzy i na ciele to jeszcze kompletnie nie daje mi pożądanych rezultatów. Moja cera jak wyglądała tak wygląda, swobodnie mogłabym darować sobie używanie tego kosmetyku.


Holika Holika - aloes

Tu oczekiwania były również ogromne. Ponownie mnie to zgubiło. Mój tata przez lata robił swoją "maść" z aloesu, bardzo ją lubiłam, ta skusiła mnie tymi wszystkimi ochami i achami ....  niestety ten produkt jest totalnie przeciętny. Spisywał się lepiej w połączeniu z olejkiem z awokado ale solo to po prostu dość średnie mazidło. Szkoda.


Piotr i Paweł - płatni do demakijażu

Głupia rzecz a potrafi wkurzyć. Podczas używania wałkuje się przez co demakijaż staje się lekko niekomfortowy. Potrafi zostawić kłaczki na rzęsach czy twarzy.






Declare - krem do rąk

Dostałam w prezencie. I w sumie nie jest to zły krem, powiedziałabym nawet, że dobry ale przy porównaniu cena vs działanie to ten krem wypada blado. Za 50 ml przychodzi nam zapłacić ok. 27 pl.


Eco receptura - tonik do twarzy i ciała

Tu pójdę odrobiną w innym kierunku. Produkt jest niezły. Nie najlepszy z najlepszych ale trzyma poziom. Tu przyczepię się do opakowania. Pierwsze użycie było sporym zaskoczeniem. Zamiast delikatnej, przyjemnej mgiełki dostałam w twarz sporym strumieniem produktu. Po wielokrotnych próbach dałam sobie spokój i przelałam resztę do opakowania po toniku z Ziai.


Lavera - krem pod oczy

Produkt kupiony kompletnie przypadkowo. Miałam do wyboru krem z Vianka (który jest dla mnie zbyt lekki) i Laverę. Marki byłam ciekawa od jakiegoś czasu więc nie przeżywałam kryzysu wieku średniego kupując go. Niestety nie spełnił moich oczekiwać. Po pierwsze nałożony w rozsądnej ilości nie wiele robi pod oczami (a ja nie mam tam suchej czy odwodnionej skóry) dopiero przy dużej ilości widzę rezultaty. Niestety zarówno w jednym jak i drugim przypadku denerwuje mnie bycie latarnią...


Krem po wchłonięciu zostawia białą połyskującą taflę, która wygląda wprost idiotycznie pod oczami. Nie ważne czy wklepuje rozsmarowuje.... Pół biedy gdyby była ona niewidoczna pod makijażem, niestety z większością kremów bb, podkładów czy korektora on po prostu się "kruszy" po kilku godzinach.Teoretycznie mogłabym go używać w ilości hurtowej na noc ale niestety ta świecąca warstwa jest widoczna rano i niezmiernie trudno się zmywa.



Eco receptura - dwufazowy płyn micelarny

Tu przyznaje się kupując przez internet nie zauważyłam, że to dwufazówka. Koncept dwufazowego płynu micelarnego to nie moja bajka. Jeśli chodzi o zmywanie makijażu / resztek to robi to świetnie. Niestety, mimo że dobrze rozpuszcza tusz to również zostawia tłustą warstewkę czego bardzo nie lubię. Inną sprawą jest to, że warstwy kiepsko się łączą i trzeba długo i intensywnie wstrząsach by połączyły się jak należy. Czasami podczas demakijażu trzeba robić do kilkukrotnie.


TBS - krem do rąk


Tu również cena jest niedostosowana do działania produktu. Jest niezły ale nie świetny. To nie jest krem który "urywa 4 litery".


Organique - tonik oczarowy

Zwyklak totalny zwykły tonik. Nie umywa się do toniku hibiskusowego czy też toniku z liści manuka z Zai. Przynam jednak, że sam dozownik o niebo lepszy od opisanego wyżej ale też nie idealny.


Nivea - pianka do włosów

Tragedia.... Może powinnam wziąć 6 ale wydawało mi się, że 4 na moje krótkie i niezbyt gęste włosy wystarczy. Nie utrwala fryzury, nie unosi nie robi nic, w sumie to całkowicie niepotrzebnie irytujący produkt.


No... wyżaliłam się i jakoś mi lepiej. Szkoda, że jest ich aż tyle ale przy nowych produktach już tak czasami bywa jak wielki poeta kiedyś powiedział:







wtorek, 5 grudnia 2017

425. Ruch na rzecz obrony maliny

Jakiś czas temu popełniłam zakupy na stronie Starej mydlarni. Do tej pory nie miałam nic z tej firmy a kusiła mnie od bardzo dawna.  Paczka przyszła niezmiernie szybko, zapakowana jak marzenie. Tu nie miało być prawa nic się wylać, otworzyć czy zniszczyć.




INFORMACJE PODSTAWOWE:

Pojemność: 200 ml
Zapach: malina bez dwóch zdań ale z dużą dozą teiny… wiem, że brzmi to dziwacznie ale no nie da ująć się tego inaczej
Konsystencja: galaretka  z dużą ilością drobinek
Info od producenta:
 


Gdy otworzyłam opakowanie mój nos zwariował. Wyczułam genialną, prawdziwą malinę z tą przedziwną teiną. Coś nieziemskiego, niespodziewanego…
Niestety dalej jest tylko gorzej… chociaż nie.... zmywanie produktu jest również proste i bezbolesne (tzn. nie zostaje na skórze, nie brudzi itp. itd.)
Produkt dobrze się nakłada ale to bardziej mizianie się po nogach niż usuwanie martwego naskórka. Kompletnie bez znaczenia jest czy nakładam go w dużej ilości czy małej, czy masuje minutę czy jak zaleca producent 3 rezultat jest zawsze taki sam…. Coś tam czuję ale to naprawdę jest „mizeria”, efekt placebo.
Nie wiem czy napisać czy produkt jest wydajny czy nie, on nie działa w żadnej ilości więc nie ma znaczenia ile dacie.
Dodatkowo SLS wysoko w składzie skutecznie mnie zniechęcił do pomysłu przetestowania go jako peeling do twarzy.


Przy każdym użyciu mam uczucie rozczarowania i lekkiego bezsensu. Tak przepiękne owoce jak maliny skończyły bezsensownie w czymś takim…. Czy nie lepiej byłoby zrobić z nich dżemu, herbaty owocowej czy chociażby zjeść  … szkoda , po prostu szkoda……


Nie wydaje mi się, bym musiała się powtarzać ale kompletnie nie polecam tego produktu…. No może jedynie do powąchania ale by wydać (niemałą) kasę na to to już nie. Nie warto. Odpuście sobie.


czwartek, 12 października 2017

424. Dobry, lepsiejszy i najlepsiejszy

Z oferty TBS niewiele kosmetyków mi odpowiada, niewiele pozycji mogę polecić z ręką na sercu. Kiedy jednak, przy jakichś zakupach, otrzymałam próbkę masła do ciała z nowej serii wiedziałam, że trafiłam na coś niezwykłego.




ŻEL POD PRYSZNIC





To niezły produkt. Dobrze nawilża skórę, jest całkiem wydajny. Kwestią sporną może być jego zapach (dla mnie odrobinę zbyt mydlany) no i wysoka cena.
Jeśli jednak ktoś lubi żele z TBS i szuka czegoś bez SLS-ów (o ile mi wiadomo jedyny żel z TBS bez tego składnika) to szczerze polecam.

MASŁO DO CIAŁA








Bardzo dobry, lekki w swojej konsystencji, produkt. Przyjemny, mało inwazyjny zapach, wydajny jak diabli. Masełko szybko się wchłania i nawilża skórę na długie godziny. Miałam szansę wypróbować również inne masła z tej firmy i jak dla mnie jest to najlepszy produkt w tej kategorii.


BALSAM DO CIAŁA






Moja miłość. Trudno mi zaimponować, jestem totalnym neredem jeśli chodzi o balsamy do ciała ale, ten produkt zauroczył mnie totalnie.
Lekka i jednocześnie treściwa formuła. Bardzo dobrze nawilża i zabezpiecza skórę. Powiedziałabym, że robi to lepiej niż masło opisane wyżej. Bardzo wydajny, genialnie się rozsmarowuje. Jednym słowem ideał.


Każdy z tych produktów jest dobry, warty wypróbowania. Jeśli szukacie czegoś o delikatnym zapachu i genialnym działaniu warto przyjrzeć się tej trójce.

niedziela, 8 października 2017

423. Popełniłam zakupy

Jakiś czas temu rzuciłam się jak szczerbata na suchary i zrobiłam mega (w moim odczuciu) zakupy w Kontigo. Na ich stronie internetowej kupiłam żele pod prysznic:



Maski do twarzy i peelingi do ciała otrzymałam w promocji, która w tym czasie obowiązywała.

Minął już ponad miesiąc i to dobry czas na kilka przemyśleń.....

1. Maski do twarzy

Przyznaję, spróbowałam tylko tej różowej wersji i to mi wystarczyło by obydwie oddać w obce ręce.....
Różowa maska oczyszczająca po pierwsze pachnie hmmm powiedzmy, że mało przyjemnie.... po drugie daje koszmarnie nieprzyjemne uczucie zaklejenia skóry po zmyciu maski. Potrzebowałam toniku lub płynu micelarnego, by skóra była "normalna" w dotyku. No i po trzecie, ona nic, kompletnie nic nie robiła... Dawałam jej szansę po szansie i za każdym razem rezultaty były delikatnie mówiąc mizerne....
Nie wiem jak sprawowałaby się zielona wersja i szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to

2. Peelingi do ciała

Uwielbiam... Nie jestem obiektywna, w mojej ocenie są to jedne z najlepszych peelingów do ciała na rynku.  Polecam każdemu.


3. Żele pod prysznic



Tych trzech oznaczonych gwiazdką jeszcze nie próbowałam ale:

  • kaktus - hmmm to typowy zapach kaktusa, cierpki, nieprzyjemny, mocny. Ja używałam go jedynie w połączeniu z brzoskwinią;
  • marakuja, karambola - świetne, niesamowite, bardzo przyjemnie orzeźwiające;
  • kiwi - ooo moje odkrycie, nie wiedziałam, że kiwi może mnie tak zauroczyć,genialna wersja;
  • jabłko - no cóż... bardzo intensywny zapach, który na początku jest totalnie czarujący. Niestety w miarę powstawania piany wyłazi z tego zapachu coś mega sztucznego, syntetycznego, duszącego; chemiczny bubel;
  • brzoskwinia - piękny zapach, który niestety na mnie się nie utrzymuje. U moich dzieci pachnie nieziemsko, u mnie znika zaraz po wytarciu się ręcznikiem.

Zarówno żele jak i peelingi polecam z całego serca. Przyjemna cena, dobry skład i przepiękne zapachy.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

422. Sylveco...czemu Ty mi to robisz... - enzymatyczny peeling do twarzy

SYLVECO

Peeling enzymatyczny




Informacje podstawowe:

Pojemność:
Konsystencja: gęsta, miękka
Zapach: no cóż, śmierdzi niemiłosiernie
Info od producenta:




Sposób użycia oraz skład:




Moja opinia:
  • Nie przepadam za opakowaniem - zamykany plastikowy słoiczek nie jest moim ulubionym opakowaniem na peeling ; zdecydowanie wolałabym coś wyciskanego;
  • po drugie przyczepię się do tego, że na opakowaniu nie ma ani słowa jak używać produktu, wiem, że nie jest to skomplikowane ale do jasnej ciasnej, ja lubię takie rzeczy mieć w zasięgu wzroku;
  • po otworzeniu opakowanie pierwsze co się rzuca to zapach...niestety nie jestem zwolenniczką mocnych "naturalnych" zapachów, ten peeling pieruńsko śmierdzi... śmierdzi tak intensywnie, że mam problem z wytrzymaniem tych kilku minut z nim na twarzy;
  • nie mogę jednak ukryć, że on działa, moja skóra polubiła się z tym produktem, po aplikacji wygląda świetnie; jest miła w dotyku, jest oczyszczona... 
  • tylko, w sumie co z tego, jak każda aplikacja przyprawia mnie o mdłości...
  • to wydajny produkt;
  • nie uczula, nie podrażnia.


Tak sobie inteligentnie myślę, że to dobrze działający produkt. Jeśli komuś nie przeszkadza albo wręcz lubi takie zapachy to naprawdę warto zainwestować kilka złoty na ten produkt. Niestety dla mnie, każda aplikacja, to istna mordęga.... Gdyby na rynku nie było innych równie dobrze działających produktów najpewniej bym się przemogła i go używała... niestety lub stety na rynku znalazłam kilka bardzo ciekawych produktów, które powodują że nie chce mi się próbować go używać... nie odczuwam przyjemności, odstrasza mnie....

poniedziałek, 22 maja 2017

421. Babska przekora - peeling od TBS

Peelingi... wolę te robione przeze mnie ale często wygrywa konformizm lub ciekawość kolejnego drogeryjnego "cudu". Do tej pory miałam zasadę by nie wydawać zbyt dużo na peelingi - uważam że są pewne granice przyzwoitości i mieszanka cukru, fusów itp itd nie powinna kosztować bóg wie ile... Niestety jak to babę czasami mnie ponosi... tym razem zdarzyło się to w The Body Shop...


THE BODY SHOP

PEELING CUKROWY
GREJPFRUT




Informacje podstawowe:

Pojemność: 260 g
Zapach: lekko kwaśny grejpfrut
Konsystencja: rzadka galaretka




Skład:



Moja ocena:
  • Sporym zaskoczeniem okazało się połączenie konsystencji z działaniem. Peeling jest dość rzadki, galaretowaty ale całkiem nieźle zdziera;
  • nie jest to mega mocne zdzieranie ale robi robotę;
  • potrafi uciec między palcami;
  • zapach jest miłym dodatkiem, nie pachnie sztucznie ani zbyt intensywnie;
  • niestety nie należy on do zbyt wydajnych produktów;
  •  nie uczulił, nie podrażnił.




Szczerze mówiąc, mimo że jest to niezły produkt, to jest on również na maksa rozczarowujący.
Kosztował sporo, więcej niż świetne peelingi z Biolove, a mnie nie porwał, nie chwycił za gardło. Jest po prostu ok.....
Jeśli już decydujcie się na kupne peelingi to polecam Bielendę, Nacomi lub Biolove....