Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Himalaya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Himalaya. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

118. Styczniowe denko


Jestem w lekkim "niedoczasie" i trochę się blog zakurzył. Zwalę winę jak prawdziwa baba na: brak Internetu i mój szał sprzątania, który mnie ostatnio ogarnął. 

No ale dobra ale do rzeczy. Dziś zapraszam Was na styczniowe denko.

 


ŻELE POD PRYSZNIC


Le petit Marseillais – biała brzoskwinia i nektarynka. Pisałam o nim tutaj. Przepiękny zapach, dobrze się pieni. Niestety spowodował u mnie tak dużą reakcję alergiczną, że moja skóra nadal jest w bardzo złym stanie. Nie kupię więcej – nigdy przenigdy.


Fresh juice – marakuja i magnolia. Bardzo, bardzo wydajny produkt. Lekko galaretowata konsystencja. Dobrze się pieni, przyjemnie pachnie. Zapach nie zostaje na skórze. Nie wysusza. Kupię, inny zapach.


Biały Jeleń – łopian i jagoda. Najfajniejsza wersja żelu pod prysznic z tej serii. W całości zużyty przez moją córę, której tak podobał się zapach, że mi go zabrała. Przyzwoicie się pieni, nie wysusza, nie podrażnia. Kupię z całą pewnością.



TWARZ



Bielenda – olej do  mycia twarzy – sebu control. Pisałam o nim tutaj. Nie byłam fanką zapachu ani pseudo pianki, w którą się zamienia. Bardzo dobrze zmywał makijaż. Był wydajny. Nie kupię – znam inne lepsze produkty; zapach mi nie odpowiada.


Delia – żel do mycia twarzy. Niesamowicie wydajny produkt. Używałam go codziennie, wystarczył mi na kilka dobrych miesięcy. Przyjemnie pachnie, rewelacyjnie odświeża twarz, dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Kupię, to bardzo dobry produkt.


Bielenda – płyn micelarny. Kiedyś bardzo lubiłam ten kosmetyk. Teraz też uważam go za wart uwagi ale mam wrażenie, że jakość jego trochę się opuściła (albo co bardziej prawdopodobne moje oczekiwania są większe). Płyn całkiem wyraźnie pachnie, całkiem nieźle zmywa tusz. Trochę się pieni, jest tak sobie wydajny. Ze dwa razy mnie zapiekł w oczy podczas demakijażu.  Na razie nie kupię, pojawia się tak dużo nowych produktów z tej półki a ja lubię je testować.



CIAŁO I WŁOSY

Veroni – mleczny peeling olejeowo-cukrowy. Ten produkt również doczekał się recenzji. Ten zapach mniej mi odpowiadał niż w pomarańczowej wersji. Niesamowicie dobrze radził sobie z oczyszczaniem mojej skóry. Zbita konsystencja powodowała, że peeling był bardziej wydajny. Zostawiał delikatną powłoczkę oleistą ale można było ją zmyć wodą. Kupię, pomarańczową wersję.


Bielenda – masło z awokado. Mój totalny ulubieniec w tej kategorii – recenzja. Przepiękny,  trwały zapach. Produkt bardzo wydajny, odżywiał , nawilżał moją skórę przez cały dzień. Genialny produkt. Kupię, zdecydowanie.


Biovax – mgiełka do włosów skłonnych do wypadania i przetłuszczających się. Następny niesamowicie wydajny produkt, miałam go całe wieki. Włosy po tym mgiełce mniej mi się przetłuszczały, nie były takie suche. Już kupiłam.


Green Pharmacy – żel do higieny intymnej. Bardzo przyjemny produkt. Dobrze myje, nie podrażnia, przyjemnie pachnie. Jedynym minusem jest pompka – po zużyciu ponad połowy opakowania, produkt pryska na wszystkie strony.  Na dwie pompki jedna zawsze lądowała gdzieś poza moją dłonią. Kiedyś do niego wrócę ale na razie mam co innego.



RÓŻNOŚCI


Green Pharmacy – arganowy krem do rąk. Super produkt. Fantastyczny zapach, dobrze nawilżał i zabezpieczał dłonie. Bardzo wydajny.  Zdecydowanie kupię.


Pumeks. Nie wiem jakiej jest firmy, kupiłam go w Tigerze. Dobrze ścierał zrogowaciały naskórek, nie kruszył się. Miałam go bardzo długo (najpewniej nawet za długo) i prawie nie widać po nim zużycia. Kupię

Nivea – mleczko do ciała. Miałam kilka próbek, niestety nadal nie lubię tego zapachu. Samo mleczko jest przeciętne. Nie kupię


Himalaya – pomadka ochronna. Pod koniec nieźle się z nią namęczyłam. Góra pomadki miała normalną konsystencję niestety środkowa część zmiękła na tyle, że pomadka „złożyła się” jak domek z kart. Właściwości odżywcze dość przeciętne.  Wydajny. Nie kupię, znalazłam lepszy produkt.


Nivea 0 Q10 krem na dzień. Bardzo przyjemny zapach, niestety jako krem na dzień u mnie się nie sprawdził, był zdecydowanie dla mnie zbyt bogaty, do tego nie nadawał się pod makijaż i jakby nie wchłaniał się. Do tego dość mocno się świeciłam. Nie kupię.

I to tyle w tym miesiącu, jestem ciekawa czy coś z tego miałyście, macie?


czwartek, 1 stycznia 2015

106. 52 dni - to jest już koniec, nie ma już nic

No prawie nic ale od początku.....

Dokładnie 10 listopada opublikowałam pierwszy post z tej serii. Wybrałam 10 poduktów, które z różnych powodów chciałam zużyć. Oryginalnie, obok produktów sfotografowanych poniżej, były jeszcze dwie kredki z Lovely ale niestety nie dotrwały do końca, były na tyle kiepskie, że nie chciałam się z nimi męczyć i wyrzuciłam je bez wahania.

Jeśli ktoś chciałby zapoznać się z poprzednimi postami z tej seria oto linki do: pierwszej i drugiej części




Zdjęcie grupowe już jest teraz kolej na solówki.



Błyszczyk XXXL


Skończyłam go kilka dni temu - teoretycznie jest tam jeszcze trochę ale miałam problemy z wydobyciem i dałam sobie spokój.
Moim zdaniem jest to bardzo dobry produkt, nie klei się, aplikator jest przyjemny, kolor łatwy w noszeniu. Zdecydowanie do niego kiedyś powrócę.



Bebeauty - matowa szminka w kolorze 03

Tak wyglądała na samym początku                                   Tak wygląda teraz



Kiedy zaczynałam, szminka była prawie nowa i nieużywana, zarówno kolor jak i formuła nie przypadła mi do gustu - trudno mi się jej używało. Z czasem nauczyłam się co robić i jak nakładać, by wyglądało to znośnie.
Nie jest to bubel, nie jest to również produkt, za którym będę tęsknić, czy poszukiwać.
Na razie dam sobie z nią spokój - nie będzie moim codziennym produktem do ust - chce odpocząć zarówno od koloru jak i formuły ale tak jak nie byłam na początku pewna czy ją zatrzymam, to teraz wiem, że spokojnie ją zużyję.



Kremy z Bandi: krem złuszczający oraz krem matujący


Trochę się obawiałam, że mi się przeterminują (12.2014) ale jakimś cudem udało mi się je skończyć przedwczoraj.
Obydwa to bardzo, bardzo dobre produkty. 
Krem złuszczający jest delikatny, przy regularnym używaniu widać jego działanie. Przepięknie pachnie, jest niesamowicie wydajny - cudo.
Jego brat - krem matujący - to jak dla mnie krem do zadań specjalnych - fantastycznie matuje, łatwo się rozprowadza, przyjemnie pachnie i jest wydajny jak diabli. Jedyny minius, o którym zawsze piszę to to, że trzeba go dokładnie rozsmarować, kilkakrotnie zdarzało mi się mieć białe smugi przy brwiach.

Obydwa produkty kiedyś się u mnie jeszcze znajdą ale jeszcze nie teraz, chciałabym trochę poeksperymentować.


Himalaya - pomadka do ust

Zaczynałam z takim stanem                                 A kończę z takim

 Nie wiem jak Wy ale mnie rzadko kiedy udaje się skończyć jakąś pomadkę ochronną, bo albo mi się gdzieś zagubi albo znudzi albo połamie.
Nadal nie jest to mój ulubiony produkt i obok minusów wymienionych w poprzednich postach mogę dodać jeszcze jeden - obluzowane wieczko. Pal licho jak noszę ją w spodniach (jak się rozgrzeje temeperaturą mojego ciała to nawet mogę jej używać jak jest zimno :-) ) ale jak włożę do torebki czy plecaka to z całą pewnością wieczko się gdzieś zagubi.
Zużyć zużyje ale nie kupię ponownie - miłości do niej nie poczułam, to bardziej takie letnie uczucie tolerancji.
I jeszcze jedno - przy naprawdę częstym używaniu, nie zauważyłam, by moje usta jakoś się polepszyły - to bardziej konstans...


Revlon Colorstay

 Przyznaję, troszkę oszukiwałam przy tym produkcie. Jak widać odrobinę tam zostało ale przez brak pompki niezmiernie trudno jest mi cokolwiek wydobyć. Mogłabym stukać albo dać odwrotnie ale on jest tak gęsty, że minęłaby dekada zanim coś bym wydobyła. Odrobinę również dałam koleżance, która mocno znastanawia się na zakupem - stwierdziłam, że nie ma co chomikować i się podzieliłam - na zdrowie Kasiu!
Pod koniec mnie już trochę męczył - chodzi nie tylko o brak pompki ale również o ciężkość tego podkładu. Chce i będę szukać podkładu ze średnim kryciem ale zdecydowanie lżejszym.



Mochino I love

Wyjątkowo szybko go skończyłam - dobry produkt, zapach nie trzyma się może wybitnie długo ale jest przyjemny, ożeźwiający. Zważywszy jednak na to, że mam 4 pełnowymiarowych perfum, dwie 30 ml i jedne, w których ostatnio się zakochałam to raczej szybko go nie kupię. 



I tyle tego dobrego...

Po tej przygodzie mogę zdecydowanie stwierdzić, że jest to fajna sprawa. Nie tylko dlatego, że do niektórych produktów się przekonałam, czy polubiłam ale również dlatego, że używając i zużywając je miałam niezłą radochę - fakt, że pieniądze, przeze mnie wydane, nie poszły na marne bardzo mi się podoba. Oczywiście trafiły się buble (kredki Lovely) ale dla mnie to również nauczka, by bardziej dokładnie wybierać produkty. 


Teraz mam do Was małe prośbę.

Ostatnio, bardzo mocno zastanawiam się nad wprowadzeniem projektu denko (w oryginalnej postaci) na rok 2015 - wypisałam nawet 10 produktów, które chciałabym skończyć w tym roku ale nie wiem czy to by kogokolwiek interesowało. 

Napiszcie proszę, co o tym sądzicie (byłyby to produkty stricte makijażowe).
Czy chętnie byście takie posty czytały, czy jest to dla was atrakcyjne, interesujące? 
A może chciałbybyście się przyłączyć?

piątek, 5 grudnia 2014

96. 52 dni - aktualizacja

To już 26 dni odkąd wprowadziłam w życie mój własny "project pan" - projekt, wg którego chcę zużyć 10 wybranych przez siebie kosmetyków. Kilka z nich mi nie odpowiada, kilka zbliża się do terminu przydatności.

Jeśli jesteście ciekawe jak mi poszło zapraszam do czytania.







Błyszczyk XXXL Essence


Jestem w szoku, że udało mi się tak dużo go zużyć. Bardzo fajny produkt, nadal go lubię, nadal chce mi się go używać.
Cieszę się,  że mam jeszcze jedną sztukę. Szczerze polecam.


Peeling do ciała - Lirene


UFF! - zużyłam go, chociaż w sumie nie było to, aż tak trudne. Konsystencja jest dość lejąca, formuła gruboziarnista jest dość umowna, więc nie było to, aż takim wysiłkiem. Nadal nie lubię tego zapachu ale dało się go znieść, nie ma co przeżywać ale nie kupię go więcej.


Bebeauty - matowa szminka 03



Poprzednio nie zaznaczałam, ile mi jej została, była praktycznie nie używana ale dla porządku było to mniej więcej tam gdzie pokazuje strzałka.
Zużycie jest całkiem spoko. Cieszę się, że dałam ten produkt do tej listy. Po pierwsze dlatego, że wyrobiłam sobie nawyk używania szminki a po drugie nauczyłam postrzegać siebie w szmince (do tej pory preferowałam tylko błyszczyki).
Niestety nadal uważam, że kolor nie jest dla mnie odpowiedni, no i niestety ta formuła nie jest dla mnie przyjazna. Bez balsamu do ust i odrobiny szczęścia źle to wygląda na ustach.

 Bandi  - krem matujący SPF 18
Mój ulubieniec. Co prawda teraz, kiedy moja skóra nie świeci się tak bardzo, krem, przy codziennym stosowaniu, okazał się lekko zbyt mocny (lekko przesusza mi okolice na czole między oczami) to nadal bardzo go lubię. Moja twarz trzyma mat, jest bardzo wydajny, przyjemnie pachnie. 
Na razie nie kupię, bo nie jest mi potrzebny.



Himalaya - balsam do ust


Tu zużycie nie jest aż tak spektakularne ale widać postęp. Nadal mam takie same "ale" do tej pomadki tj. jak mam mokre usta albo jest zimno to mogę sobie jeździć po ustach i nic się nie nałoży;  nadal jak nie trzymam podstawy to się chowa.
Zużyć zużyje ale nie wrócę, po pierwsze z powodów wymienionych wyżej a po drugie znalazłam coś lepszego :-)


Bandi - krem złuszczający na noc



Używałam co kilka dni więc zużycie nie jest powalające, ale jest ok.
Bardzo lubię ten kosmetyk, chciałabym jednak spróbować czegoś nowego,  więc na jakiś czas odpuszczę sobie ponowny zakup. Polecam go osobom ze skórą wrażliwą, lubiących delikatne peelingi złuszczające. Bandi na prawdę zrobiło dobry produkt.


Revlon - podkład do cery mieszanej



Lubię ten podkład, nie byłam jednak konsekwentna w używaniu go i to widać na tym zdjęciu.  Dobrze współgra z moją cerą, jest jednak odrobinę zbyt ciężki dla mnie, z mijającym czasem dryfuję w stronę lżejszych produktów.
Zużyć na pewno zużyję ale na razie nie będę ponownie go kupować.


Mochino - I love - woda toaletowa




W tym przypadku zauważyłam kolejny plus z wprowadzenia tego projektu. W pierwszym poście pisałam, że ten zapach mi się już w takim stopniu przejadł, że zmuszam się do używania tego produktu. Teraz znów się do niego przekonałam, nie na tyle bym go kupiła ponownie w najbliższym czasie, ale na tyle, że nie wzdrygam się gdy go używam.


Lovely - konturówki do oczu - czarna i brązowa



No cóż, te kredki wyglądają niemalże tak samo jak poprzednim razem. Miałam szczerą chęć by je zużyć ale poddaję się, nie chcę ich, nie chcę męczyć się z nimi, patrzeć co chwila czy aby nie powędrowały gdzieś na moich powiekach, zniknęły czy po prostu się zważyły. Więcej nie kupię. Lubię firmę Lovely ale te produkty, dla mnie to totalny niewypał.



No i tyle - w sumie jestem zadowolona. Poza Revlonem, którego trochę traktowałam po macoszemu, zużycie poszczególnych produktów jest widoczne. Trochę się zastanawiałam nad wyrzuceniem kredek ale stwierdziłam, że to nie ma sensu. Oczywiście wydałam na nie pieniądze i nie lubię wyrzucać rzeczy, które nie są albo puste albo zepsute ale one nie są po prostu warte tego bym się męczyła za każdym razem kiedy ich używam.

Mam nadzieję, że post się Wam podobał.



Posty powiązane - 52 dni


poniedziałek, 10 listopada 2014

87. 52 dni

Od prawie dwóch tygodni jestem chora, dogorywam sobie w domu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Nie mogę czytać, nie mogę wychodzić z domu i niestety moją jedyną przyjemnością jest oglądanie telewizji a raczej filmików na youtubie bo za telewizją nie przepadam. Kilka dni temu trafiłam na serię filmików z serii "project pan" - czyli ogólnie rzecz biorąc dziewczyny wybierają kilka / kilkanaście produktów i w określonym, przez siebie czasie, starają się je zużyć, tak by z czystym sumieniem wybrać się na zakupy lub po prostu zrobić miejsce w swoich kolekcjach.

Po krytycznym rzuceniu gałką na to co posiadam, zdecydowałam się, że zrobienie swojego własnego "project pan" nie jest kiepskim pomysłem. Moja lista jest dość skromna a i czasu jest niewiele ale dla mnie to akurat plus, to dobry motywator do zużycia produktów, które z wielu różnorodnych powodów, powinny już się ze mną pożegnać.


Project pan - pierwsza odsłona


Każdy z produktów (no oprócz kredek  ;-) )  został przeze mnie oznaczony flamastrem permanentnym, tak bym wiedziała ile jeszcze zostało i jakie jest rzeczywiste miesięczne zużycie każdego z nich.


Błyszczyk XXXL z Essence

Opis: bardzo fajny, niezbyt klejący się na ustach błyszczyk w przepięknym  kolorze. Produkt przyjemnie pachnie i ogólnie dobrze mi się go używa.

Dlaczego się tu znalazł: kupiłam go prawie 10 miesięcy temu a później przez przypadek kupiłam drugi taki sam. Błyszczyki nie są produktami, które u mnie szybko schodzą, może więc zejść dużo czasu kiedy zużyje obydwa produkty. Wybrałam go gdyż wolałabym nie wyrzucać go tylko dlatego, że się zepsuł. Oczywiście nie są to duże pieniądze ale wychodzę z założenia, że jeśli kupuję to nie po to, by wyrzucać.

Czy kupię go ponownie: tak, jak zużyje  duplikat.

P.S. oczywiście po zaznaczeniu a przed zrobieniem zdjęcia  upadł mi więc musicie mi uwierzyć na słowo, że tyle zostało.

Lirene - peeling do ciała


Opis: Peeling gruboziarnisty. Produkt ma czerwony kolor z małą-średnią ilością drobinek zdzierających
.
Dlaczego się tu znalazł: Ten kosmetyk pojawił się u mnie całkiem niedawno ale już teraz wiem, że się nie zaprzyjaźnimy. Nie jest to bubel ale chce się go pozbyć z kilku powodów: nie podoba mi się zapach - w opakowaniu pachnie całkiem, całkiem ale na moim ciele przypomina zapachem takie płatki mydlane do prania, które nie kojarzą mi się zbyt przyjemnie;  nie podoba mi się również ilość drobinek, która w moim mniemaniu jest zbyt mała; no i na koniec nie podoba mi się konsystencja, jest zbyt rzadka -  ogólnie jest totalnie przeciętny.

Czy do niego wrócę - nie, sorry ale jest to produkt kompletnie przeciętny. Za każdym razem kiedy go używam myślę, że na rynku jest tak dużo lepszych produktów więc nie dziękuję.

Bebeauty - matowa szminka 03



Opis: Fantastyczny kolor, matowa, niepachnąca szminka.

Dlaczego tu się znalazła: Jak widać na zdjęciu zużycie jest niewielkie - ona po prostu nie podoba mi się na moich ustach. Jeśli nie użyję balsamu (moje usta są w dobrej kondycji) to i tak wydobywa wszystkie zagłębienia, suche skórki, o których istnieniu nie wiedziałam. 
Kiedy użyję balsamu, to  mam wrażenie, że szminka nie trzyma się moich warg i sobie wędruje; no i te dziwne wrażenie "tłustych" ust - jakbym nawaliła tego produktu z kilogram albo dwa.
To piękny kolor i najpewniej mogłabym znaleźć sposób na to by zadział, tak jakbym chciała ale kiedy się maluję to zawsze ją omijam, jest zawsze ostatnia w kolejce - a szkoda bo wiem, że wielu osobom się podoba no i kolor jest przepiękny.

Czy kupię ponownie: nie wiem czy są dostępne ale jeśli nawet są to raczej nie.


 Bandi  - krem matujący SPF 18



Opis: Bardzo lubię ten krem, to zdecydowanie jeden z najlepszych kremów matujących, które miałam do tej pory. Fantastycznie i długotrwale matuje, przyjemnie pachnie.

Dlaczego tu się znalazł: jest bardzo wydajny, długo się go zużywa i niestety data ważności mija dokładnie w grudniu. Zdaje sobie sprawę, że 1 stycznia krem nie zepsuje się jak za dotknięciem magicznej różdżki ale nie przepadam za używaniem przeterminowanych produktów no i jak każda kobieta chciałabym kupić coś nowego.

Czy wrócę do niego: tak, z całą pewnością ale dopiero jak wypróbuję jakieś inne produkty.


Himalaya - balsam do ust



Opis: zwykły przezroczysty balsam, którego używam na noc. Całkiem przyzwoicie odżywia usta. Przyjemnie pachnie. 
(Gdy przystawię zatyczkę do maksymalnie wysuniętej pomadki, koniec dosięga do zaznaczonej litery "a").

Dlaczego się tu znalazł: działa całkiem nieźle, tu nie mogę się zbytnio przyczepić ale przeszkadzają mi w nim dwie rzeczy: po pierwsze ciężko się rozprowadza, jak jest chłodniej, to już w ogóle jest dramat (trzeba poczekać aż trochę załapie ciepło z ust); a dwa wiem, że to będzie głupio brzmiało, ale jeśli przy aplikacji nie trzymam dołu, to po chwili "jeżdżę" plastikiem po ustach.
W związku z tym, że jest dość tępa w konsystencji przyciskam mocniej niż np w Nivea i ona automatycznie się wsuwa, masakrując mi usta. Może to jestem ofiara ale nigdy z innymi sztyftami nie miałam takiego problemu, tylko w tym przypadku. 

Czy kupię ponownie: nie, mam już na oku coś innego.



Bandi - krem złuszczający na noc


Opis: Ten krem to mój drugi ulubieniec, przepięknie pachnie, bardzo dobrze współgra z moją cerą. Jest delikatny ale jeśli się używa go regularnie to widać różnicę - mówiąc krótko bardzo go lubię.

Dlaczego się tu znalazł: on również ma datę ważności mijającą w grudniu i tak jak w przypadku pierwszego produktu z Bandi nie lubię używać przeterminowanych produktów, mam zbyt delikatną skórę na takie eksperymenty.

Czy kupię ponownie: to moja druga lub trzecia buteleczka i kiedyś na pewno wrócę ale chciałabym spróbować czegoś innego.



Revlon - podkład do cery mieszanej


Opis: chyba nikomu nie muszę przedstawiać tego produktu. Mój podkład przeznaczony jest do cery mieszanej i tłustej. To super produkt, bardzo się polubiliśmy i mimo że nie ma pompki wg mnie to hit.

Dlaczego się tu znalazł: na początku lutego będzie miał rok i już trochę mi się przejadł. Chciałabym spróbować czegoś innego, może trochę lżejszego? Nie potrzebuję, aż tak dużego krycia i chciałabym pokręcić się wokół innych produktów.

Czy kupię ponownie: pewnie tak ale chcę wypróbować najpierw inne.



Mochino - I love - woda toaletowa


Opis: fajny, frywolny wiosenno-letni zapach. Nie utrzymuje się bardzo długo nawet nie długo ale przyjemnie mi się go używało.

Dlaczego się tu znalazł: to moja trzecia buteleczka i prawdę mówiąc już mi się przejadł - ostatnimi czasy dostałam mnóstwo fantastycznych zapachów ale ja uparłam się, by go skończyć.

Czy wrócę do niego: na razie nie - przejadł mi się, normalnie jak rano zmuszam się do użycia go.


Lovely - konturówki do oczu - czarna i brązowa



Opis: całkiem przyjemne konturówki. Kolory nie należą do najgłębszych czy najintensywniejszych ale są przyjemnie miękkie i łatwe w użyciu.

Dlaczego się tu znalazły: są zbyt miękkie i niestety nietrwałe. Używam ich od dobrych kilku miesięcy i używałam ich na kilka sposób ale zawsze po kilku godzinach albo odbijały mi się wszędzie gdzie tylko mogły albo po prostu znikały.

Czy kupię ponownie: nie.


10 produktów na 52 dni - dla mnie to sporo ale chce spróbować. Chce zobaczyć czy jestem w stanie to zrobić.

Nie powiem, że chce wywołać jakąś lawinę podobnych list ale może chciałybyście się przyłączyć ze swoimi kosmetykami?



sobota, 20 września 2014

65. Codzienna porcja mazideł czyli moja pielęgnacja twarzy



Przeglądając inne blogi zauważyłam, że sporo dziewczyn opisuje swoją pielęgnację twarzy. Pomysł spodobał mi się na tyle, że postanowiłam pokazać mój arsenał tubek, słoiczków i mazideł.

Pielęgnacja poranna



Z samego rana pod prysznicem myję twarz Emulsją do mycia twarzy z Białego Jelenia (1). Emulsja jest bardzo delikatna, umyta twarz jest miękka i niepodrażniona. Na szyję, dekolt i ramiona stosuję peeling drobnoziarnisty z Lirene (2). Nie przepadam za tym kosmetykiem na twarz ale do dekoltu sprawdza się wprost idealnie. Po wyjściu spod prysznica tonizuje cerę tonikiem z Ziaji (7) i korzystam z jednego z dwóch kremów. Jeśli nie jest gorąco albo się nie maluję używam kremu relaksującego z Tołpy (4), jeśli potrzebuję długotrwałego zmatowienia twarzy korzystam z kremu matującego z Bandi (5). Krem nawilżający sprawdza się całkiem dobrze ale chyba spodziewałam się lepszego produktu – irytuje mnie równieżjego twarde plastikowe opakowanie. Stosuje go od ok. miesiąca i mam wrażenie, że nie do końca nawilża moją skórę, całkiem przyzwoicie natłuszcza ale nie nawilża jej dogłębnie. Taki przeciętny produkt. Bandi natomiast to mój produkt do zadań specjalnych – zapewnia dobry, długotrwały mat, przyjemnie pachnie . Jedyny jego feler jest taki, że trzeba go dobrze rozprowadzić na twarzy bo potrafi zostawić delikatne białe smugi.
Pod oczy stosuje dwa produkty – zapomnianego przeze mnie roll-on z Delii (6)  i Floslek z arniką (3) . Obydwa produkty są, jak na moje potrzeby, dość przeciętne. Delia dobrze schładza okolice pod oczami (trzymam go w lodówce) i zmniejsza opuchliznę ale tylko na krótki czas, natomiast Floslek jest po prostu zbyt delikatny. Moim zdaniem jest to produkt skierowany dla młodszych dziewczyn, które nie potrzebują aż tak dużego nawilżenia jak ja.



Pielęgnacja wieczorna





Do demakijażu oczu używam dwufazowej Delii (1). Sprawdza się bardzo dobrze zarówno do zmywania tuszu do rzęs jak i cieni w musie z Biedronki. Cerę dodatkowo oczyszczam płynem micelarnym z Bielendy (7) jak i żelem z peelingiem z Ziai (2). Bielendę znam już od dawna i bardzo lubię do niej powracać. Nie szczypie, nie podrażnia, zostawia skórę czystą i nawilżoną. Żel natomiast dokładnie oczyszcza cerę z wszelkim zabrudzeń i dobrze matuje. Po oczyszczeniu stosuję tonik z tej samej serii z Ziai (3). Tonik jest ok. ale nie powala na kolana jak to jest w przypadku żelu. Na twarz stosuję krem z Bielendy (6). Niestety nie pamiętam jaka to seria. Krem dostałam w jakimś komplecie na Boże Narodzenie i kiedy powyjmowałam produkty z opakowań okazało się, że obydwa kremy są kompletnie pozbawione etykiet – myślałam, że będę pamiętać, co to za seria ale jestem już Panią w średnim wieku (jak to ostatnio mnie uświadomiła kobieta w aptece) i zapomniałam :-). Wiem, że jest dobry, dobrze natłuszcza i odżywia skórę. Nie zapycha, nie podrażnia, moja skóra go lubi a to najważniejsze. 
Pod oczy stosuję krem z Ziaji z jaśminem +50 (4). Polecała go któraś z  dziewczyn  z blogosfery, robiła to na tyle umiejętnie że się skusiłam. Jest to bardzo dobry krem – treściwy, wydajny  - w stopniu wystarczającym nawilża moje okolice pod oczami. Jednym jego małym minusem (w mojej ocenie) jest fakt, że nie jest przejrzysty – kolorem przypomina korektor pod oczy.  Ostatnim moim zakupem jest sztyft z Himlaya (5) – nie znalazłam w aptece pomadki z Sylveco i po dywagacjach wzięłam to cudo. Używam go od jakiegoś tygodnia, dobrze natłuszcza, przyjemnie pachnie ale  jest dość tępy w konsystencji. 



Peleton zamykają kosmetyki do zadań specjalnych

Od dłuższego czasu moja cera ma dobry albo bardzo dobry okres. Ilość wyprysków i zaskórników zmniejszyła się prawie do zera, co mnie bardzo cieszy. By utrzymać ten stan mam w swojej łazience kilka kosmetyków do zadań specjalnych.




W tej kategorii znalazły się moje hity. Wszystkie te produkty mogę w 100% polecić. 

Maska oczyszczająca z Ziaji (1) to bardzo dobra i wydajna maska z szarą glinką. Ładnie oczyszcza  skórę twarzy. 
Krem złuszczający na noc z Bandi (2) to delikatny krem o przepięknym owocowym zapachu. On również jest niesamowicie wydajny, bezproblemowo się rozprowadza na skórze, przy regularnym stosowaniu widać różnicę na skórze. Cera ma jednolity kolor, jest  promienna i wyrównana. 
Do kosmetyków do zadań specjalnych zdecydowanie można zaliczyć również oczysczającą maskę drożdżową (4)  również z Bandi (pisałam o niej tutaj) - to wspaniały kosmetyk, którego wyniki widać już po kilkukrotnym stosowaniu. Pory są wygładzone, niemalże niewidoczne, cera jest bardziej wyrównana, pomaga mi w ograniczeniu zaskórników  - jednym słowem bardzo dobry kosmetyk.
Ostatnią moją perełką jest olejek z drzewa herbacianego (3) - to małe, śmierdzące cudo pomaga mi w poskromieniu potworów, jeśli się zaczynają pojawiać.



Patrząc na zdjęcia i ilość tekstu widzę, że jest tego sporo ale szczerze powiedziawszy oprócz wyelimiwania jednego kremu pod oczy nie widzę możliwości zmniejszenia ilości używanych przeze mnie kosmetyków.