piątek, 30 października 2015

245. Popełniłam Pretty box'a

Do tej pory kupiłam dwa (joy i f&l z produktami Hean), jakoś nie złapałam pudełkowego bakcyla, kiedy jednak dowiedziałam się, że w Pretty box'ie mają być produkty z firmy Organique, dałam się skusić.

Przesyłka dotarła wczoraj i chciałabym podzielić się z Wami moimi pierwszymi wrażeniami.

Zapraszam.




1. Mydło glicerynowe
Mydełko o bardzo słodkim lekko mdłym zapachu



 2. Bomba do kąpieli
Przepięknie, delikatnie kwiatowy zapach. Zapach jest dobrze wyczuwalny a kula słusznych rozmiarów.



 3. Mydełko glicerynowe
Pachnie dużo ciekawiej niż czerwona wersja. Malinę wyczułam, z brzoskwinią miałam problem. Zapowiada się bardzo interesująco.



4. Wosk - róża
Róża, róża i jeszcze raz róża. Dla kogoś kto lubi ten zapach może być strzałem w 10. 




 5. Świeca zapachowa
Pachnie jak woskowa porzeczko-wiśnia.



 6. Pianka do mycia
Zapachem przypomina mi dawny salon fryzjerski, w którym panowie przychodzili na golenie. Zapach męski, kolonialny. Konsystencja dziwna - niby pianka do golenia, niby mus, masło.



Garść  przemyśleń

Do tej pory  nie miałam żadnego produktu z Organique, uważałam że to pudełko to dobry pomysł na zaznajomienie się z marką.... i niestety czuję lekki zawód.

Po pierwsze nie jestem świeczkowo-woskowa - nie bawi mnie to, mam jeszcze świeczki, które dostaliśmy 10 lat temu w prezencie na przeprowadzkę. (wiem, trochę dziwne).... Moim niedopatrzeniem było zdecydowanie się na boxa kiedy jeszcze nie wiadomo było jakie produkty znajdą się w środku.

Po drugie miałam nadzieję, że w pudełku znajdę miniaturę masła, peelingu do ciała, czy twarzy. Może oczekiwałam zbyt wiele, może to było myślenie życzeniowe ale miałam szczerą nadzieję na chociaż jeden tego rodzaju produkt. 


Ostatecznie uważam że nie jest źle - świeczka, wosk i czerwone mydełko na 99% poleci dalej - znam osobę, która będzie wniebowzięta kiedy jej to dam. Reszta zostanie u mnie i z całą pewnością będzie zużyta.
Uważam że jest to ciekawa propozycja i będę przypatrywać się następnym pudełkom. Tym razem będę pamiętać by poczekać i zobaczyć dokładnie jakie produkty będą wysyłane.


A Wam box przypadł do gustu, zdecydowałybyście się na nie, czy wręcz odwrotnie?


środa, 28 października 2015

244. Internetowe różności

Zanim pokaże cóż ciekawego ostatnio znalazłam w necie, podzielę się małą anegdotą:

Wczoraj poszłyśmy do księgarni, obiecałam dziewczynom po małym prezencie. Moja młodsza córa popłakała się kiedy zgodziłam się na dwie (nie trzy) książki, które wybrała. Po zaproponowaniu, że sama zapłaci za trzecią pozycję, starsza strzeliła focha, bo ona też chce 3 książki... I tak do domu wracałyśmy z 6 książkami i kalendarzem.... nie wiem czy być dumna, bo wolą książki ponad lalki / zabawki czy być zaniepokojona, bo wolą książki ponad lalki / zabawki....


1. 11 powieści, które przeraziły Stephana Kinga

2. Tatuaż

3. Kask motocyklowy za 19 zeta

4. Faceci parodiujący sweet focie

5. Przeróbki zdjęć z instagrama: część 1 i część 2

6. Uwielbiam te babcie - babcie vs dzisiejszy świat

7. Vader dance


8. Cienie


9. Pomysłowa babeczka - smacznego






10. Trzech półnagich komików

No i jak, co Wam się spodobało?




wtorek, 27 października 2015

243. Hity i kity - czyli październikowe denko






Jak co miesiąc, nadeszła pora na wyrzucenie kosmetycznych śmieci. Październik nie dość, że okazał się mniejszy w zużyciu, to jeszcze uboższy o naprawdę dobre produkty.

Jak zawsze produkty podzieliłam na trzy kategorie:
  • produkty świetne, godne polecenia;
  • produkty przeciętne, którym czegoś brakuje, coś w nich nie gra;
  • buble, nieporozumienie kosmetyczne.



PRODUKTY ŚWIETNE, GODNE POLECENIA



BRONZER - W7
Dostałam go jakiś czas temu od Kosmetykoholiczki, bardzo dobry produkt. Świetnie współpracował i z moją karnacją i skórą. Wkurzało mnie tylko opakowanie (w szczególności pod koniec), szybko się go pozbyłam.

BALSAM DO CIAŁA Z MOCZNIKIEM - ZIAJA MED (recenzja)
Świetny produkt, to moje kolejne opakowanie. Fantastycznie koi i nawilża. Przyjemnie pachnie, ma ładne i minimalistyczne opakowanie. Popracowałabym nad pompką - nie wydobywa produktu do końca. 

ZMYWACZ DO PAZNOKCI - ISANA
Cóż mówić, chyba wszyscy znają ten produkt. Świetny. Robi dokładnie to, co ma robić.

ŻEL POD PRYSZNIC - ISANA
Żel mojej córy. Uwielbiała go. Słodki i zarazem delikatny zapach. Dobrze się pienił, nie wysuszał jej skóry.



PRODUKTY PRZECIĘTNE, KTÓRYM CZEGOŚ BRAKUJE, COŚ W NICH NIE GRA



PŁYN MICELARNY - PERFECTA
Niezły, całkiem niezły. Zmywał, nie szczypał w oczy. Niestety od czasu do czasu szczypał pod oczami (na szczycie kości policzkowych); moja córa skarżyła się, że jej skóra była po nim lepka. Nie jest zły ale szukać go specjalnie nie będę.

TONIK DO TWARZY - GARNIER
Niezgorszy, ale teraz kiedy używam Sylveco widzę jego przeciętność. Spory plus, bo nie pachniał sztuczną różą - dla mnie to bardziej delikatna gardenia. Wydajny ale trochę słaby. Nie kupię ale też specjalnie nie odradzam.

OLEJEK DO CIAŁA - BIO-OIL (recenzja)
Ech, trochę na pograniczu bubla. Coś tam robił ale jak dla mnie to bardziej efekt placebo niż prawdziwe działanie. Nie zużyłam go,  wyrzucam 1/3. Na twarz go nie zamierzam używać, na blizny nie chce.

PEELING DO CIAŁA - WELLNESS&BEAUTY (recenzja)
Jeśli chodzi o właściwości peelingujące i zapach to są one genialne. Niestety, zostawia tłustą warstwę, której szczerze nie trawię. Mogli by też popracować nad opakowaniem i konsystencją.



BUBLE, NIEPOROZUMIENIE KOSMETYCZNE




BAZA POD MAKIJAŻ - HEAN
Długo i namiętnie starałam się polubić tą bazę. Zużyłam prawie połowę. Nie umiem sprawić, by działała, tak jak trzeba (a jest to jakoś 4 moja baza). Dziwnie zbiera mi się w załamaniach, nie ważne ile bym jej dała, i jak nałożyła. Cenie nie wyglądają tak jak przy innych bazach - barwa ich jest widocznie gorsza, nie są tak trwałe. Wiem, że sporo osób ją lubi i ceni ale ja do nich się nie zaliczę.

ŻEL DO TWARZY - BEBEAUTY (recenzja)
Zrobił mi masakrę na twarzy. Teraz wyglądam poprawnie, ale nadal gorzej niż przed używaniem tego żelu. Koszmarek jakich mało.

OLIWKA DO DEMAKIJAŻU - EVREE (recenzja)
Och chryste, jakiż to taki badziew. Trudno zmywał tusz, zostawiał mgłę, był tłusty. Nie, nie i jeszcze raz nie.


A Wam jak upłynął ten miesiąc. Znacie któregoś z moich bohaterów?

poniedziałek, 26 października 2015

242. Kochanie, przedawkowałem dzieci





O tym, jak hojna jest moja córa przekonałam się w sobotę rano przy krojeniu marchwi. Z sekundy na sekundę pociemniało mi w oczach, zrobił się kołowrót i mogłam organoleptycznie stwierdzić, co jadłam na kolację dnia powszedniego. Moja córa przekazała mi z całą dobrocią inwentarza rota wirusa.  Bez zgody i szerszych konsultacji zostawiłam małża z potworami i poszłam spać. Późnym wieczorem obudziły mnie wrzaski, syki i bulgotania. Okazało się, że córy bratają się z dinozaurami grając na ps4. Kiedy zeszłam na dół moja lepsza połowa wyglądała gorzej ode mnie. Leżał na kanapie, dysząc głęboko a szklanica piwa stała nietknięta. (Trzeba Wam wiedzieć, że jeśli piwo w sobotni wieczór odgazowuje się nietknięte to sytuacja jest poważna). I nie, moja lepsza połowa nie padła ofiarą rota, to było klasyczne przedawkowanie dzieci.  Gdy mnie zobaczył padły wspomniane już słowa: „chyba przedawkowałem dzieci, mam dość”.
Jeden, niepełny dzień z dwoma przedstawicielkami  płci pięknej spowodowało zepsucie starucha :D. Naprawa trwała całą niedzielę i z uczuciem ulgi i szczęśliwości w poniedziałek rano mój małż poszedł do pracy.

Mój małż to dobry człowiek. Trochę czasu zajęła mu nauka obsługi potworzyc ale w tym momencie radzi sobie całiem nieźle. Jednak takie akcje jak sobotnia pokazują jak niewiele potrzeba, by mężczyzna, ta silna płeć, poległa na całej linii.
Pomimo faktu, że mi go trochę żal, to w duchu serca trochę się i cieszę i śmieję. Cieszę, bo przekonał się na własnej skórze, że i tak samodzielne już dzieci, potrafią wykończyć. A śmieję, bo miałam możliwość podokuczania mu trochę i powtórzenia "mądrości", którymi mnie raczył, kiedy ja mówiłam, że to wycieńczające doświadczenie.


P.S. Przepraszam kolejny post niekosmetyczny ale jeszcze mam lekko rozmiękły mózg i nie jestem w stanie sklecić niczego sensownego.

sobota, 24 października 2015

241. Lelum polelum - czyli pogadanka o potworach

 



       Z ogromną fascynacją obserwuję ciągłe metamorfozy moich córek. Czasami zmiany są drastyczne, mam wtedy ochotę kupić bilet w jedną stronę na Marsa; czasami są bardzo delikatne i rozczulające.
       Starsza potworzyca nawiedza od jakiegoś czasu szkołę podstawową, większość dzieciaków z jej klasy pamiętam jeszcze jako małe siuśki w rajstopkach z przedszkola. Teraz, kiedy patrzę na nich miotają mną sprzeczne uczucia, coś pomiędzy: Rany boskie, kiedy oni tak zmądrzeli;  do: Rany boskie, chyba zabiję tego głupiego dzieciaka.
       O ile chłopcy najczęściej się biją, przekrzykują czy szturchają, o tyle dziewczyny (niektóre oczywiście) zamieniają się w prawdziwe czarownice. Przebiegłe, pamiętliwe, złośliwe, jednym słowem zołzy. Zołzy o anielskim obliczu.

       Dynamika grupy psiapsiółek mojej córki zawsze była dość rachityczna - kiedy miała jedną koleżankę od serca, to nie można było usłyszeć zdania bez wtrącenia jej imienia. Imitowanie jej śmiechu, przez moją latorośl, doprowadzało mnie do szału (coś jak rżenie konia z czkawką). Przez prawie dwa lata były jak papużki nierozłączki. 
        Ostatnimi czasy zarówno wspominki jak i rechot ucichł - zaczęły się utyskiwania. Okazało się, że z koleżanki zaczęła wyrastać wspomniana już zołza. To, że wie wszystko, była wszędzie itp. itd. ogarniam jeszcze swoją starą makówką (taki wiek, uczy się rozmawiać z ludźmi, chce zdobyć uznanie i przyjaciół). Nie znoszę jednak tego jak ta 10 latka owija sobie kolegów z klasy wokół palca, robi to z klasą i umiejętnością jakiej brakuje niejednej dorosłej kobiecie. Nie toleruję tego jak wyśmiewa mniej zamożne, mniej ładne koleżanki. Jednak tego, w jaki sposób zmanipulowała inną dziewczynkę normalnie nie dzierżę. W ciągu kilku miesięcy, tak dramatycznie zmieniła sposób jej zachowania, że ta stała się prawdziwym trenowanym Frankensteinem.

      Przyznam, z jednej strony odczuwam pewien rodzaj fascynacji - jej umiejętności manipulacji są zastanawiająco wysokie, z drugiej zaś strony, obawiam się, co będzie za 3-5 lat. Co będzie kiedy hormony uderzą do głowy i nastanie era dojrzewania?

      Przyznam również, że niekiedy nachodzą mnie bardzo niskie i prymitywne myśli. Nie jestem z nich specjalnie dumna ale czasami myślę, że dobrze by było gdyby w okresie dojrzewania stały się np. pryszczate. Ciekawa jestem, czy choć odrobinę empatii udałoby się wyhodować w ich głowach?



Jestem ciekawa czy Wy miałyście / macie w otoczeniu takie osoby? Jak z nimi postępujecie, jak je postrzegacie?


P.S. żeby nie było, próbowałam kilka razy zagadać do opiekunów tych dwóch panien - jedna nie wierzy, druga mnie zakrzyczała -  jej wnuczka jest niesprawiedliwie postrzegana, oceniana i to wszystko wina innych...


piątek, 23 października 2015

240. Pani Mięta - kojący balsam z Sylveco

Pani Miętą zostałam okrzyknięta przez moją młodszą latorośl jakoś 3 tygodnie temu. Zawsze kiedy wychodzę z łazienki po kąpieli siada koło mnie i wącha mi rękę :D. Te dziwne, jakby nie patrzyć, zachowanie jest wynikiem smarowania mojego szacownego jestestwa przepięknie pachnącym:


SYLVECO
KOJĄCY BALSAM DO CIAŁA



Informacje podstawowe:

Pojemność: 300 ml
Przydatność po otworzeniu: 6 miesięcy
Konsystencja: gęstszy niż standardowe balsamy
Zapach: dla mnie pierwsze skrzypce gra tu mięta pieprzowa

Składniki aktywne:


Skład:





Moja ocena:

Producent postawił sobie bardzo wysoko poprzeczkę - balsam ma robić wszystko to, czego oczekiwałabym od kosmetyku idealnego: nawilżać, równoważyć, odżywiać, uelastyczniać, koić. Po prostu bajka, żyć nie umierać...
  • balsam jest trochę bardziej gęsty od standardowych produktów, dobrze jednak rozsmarowuje się na ciele;
  •  przy większej ilości potrafi zostawić smugi;
  • dość szybko się wchłania, po kilku minutach spokojnie można się ubrać;
  • zapach potrafi przenieść się na ubranie; staje się mniej wyczuwalny po ok. 1 h, z bliżej odległości jest wyczuwalny nawet do kilku godzin;
  • ponieważ zawiera olejek miętowy delikatnie chłodzi - ja lubię taki efekt, nie przeszkadza mi, jest to jednak aspekt, na który trzeba zwrócić uwagę;
  • całkiem nieźle nawilża, na dany moment poziom jest wystarczający sądzę jednak, że dla kogoś o bardzo suchej skórze mógłby być za słaby;
  • skóra jest delikatniejsza i milsza w dotyku, nawet wieczorem nadal czuć działanie balsamu;
  • po ochach i achach czas na małe rozczarowanie - nie do końca radzi sobie z ukojeniem ewentualnych zaczerwienień - robi to, ale na przeciętnym poziomie - balsam z Ziai pro (z mocznikiem) robi to dużo lepiej... w sumie to nawet nie ma porównania, Ziaja wygrywa w przedbiegach.




Z dużą przyjemnością używam tego produktu. Sylveco zrobiło przyzwoity balsam.
Nie wiem czy do niego wrócę, najpierw wypróbuje kuzyna (balsam brzozowy), podobno specjalisty ds. zwalczania suchej skóry.

Miałyście ten balsam, a może brzozowego kolegę? Co o nich sądzicie?

środa, 21 października 2015

239. "Kilka" propozycji drogeryjnych peelingów do ciała bez SLSu, parafiny i oleju mineralnego.

Jakiś czas temu publikowałam post dotyczący drogeryjnych żeli pod prysznic bez SLS-ów. Dziś nadszedł czas na "kilka" propozycji drogeryjnych peelingów bez SLS-ów, parafiny i oleju mineralnego.

Nie twierdzę, że wszystkie te kosmetyki mają przyjazne składy - w sumie tylko te na końcowych slajdach są naturalne. Uważam jednak, że na uwagę zasługują również produkty, które nie mają 3 w/w szkodników :)


Miłej lektury i oczywiście wszystkie komentarze o składzie / składnikach są mile widziane :)


* Marka BaliSpa właśnie zadebiutowała w Rossmannie


 


















* Marka Orientana dostępna jest w Naturze i Hebe

*Marka Nacomi dostępna jest w Hebe













No i jak, zaciekawiłam Was którąś pozycją?

poniedziałek, 19 października 2015

238. A dziś kuchnia serwuje - Zupę solną

Czy wiedziałyście, że Rossmann ma ok. 30 marek własnych - wiedziałam, że jest ich sporo ale ta liczba mnie zaskoczyła. Do tej pory moja znajomość zaczynała się i kończyła na Isanie i Alterrze. Byłoby tak dalej gdyby nie fakt, że Rossmann'y obok mojego miejsca zamieszkania, w swojej ofercie posiadają peelingi albo Wellnes&Beauty albo Tutti Frutti. Mimo że znam i lubię te drugie zaryzykowałam i kupiłam:


WELLNESS & BEAUTY
 
Peeling cukrowo-olejkowy
z pestek mango i kokosem



Informacje podstawowe:
Pojemność: 300 ml
Konsystencja: rozwarstwiająca się, dość płynna
Zapach: przepiękny kokosowy z nutą mango
Informacje od producenta:



Skład:



Moja ocena:
  • Pierwszym zaskoczeniem była konsystencja, wiedziałam że jest dość płynny ale to co zobaczyłam było i tak lekkim szokiem - na górze produktu znajdowała się żółta zupa, poniżej biało- żółta półpłynna masa;
  • wiedziałam również o tym, że tak naprawdę jest to peeling solny (na pierwszym miejscu w składzie), cukier jest na trzecim - to jednak mnie nie zniechęciło bo:
  • o ile moja skóra była w dobrym stanie wszystko było pięknie ładnie, dopiero niewielkie ranki po pazurach mojego kota spowodowały, iż peeling stał się doświadczeniem z serii sado-maso -  głowa z nagłego bólu mało mi nie odskoczyła - ból był mocny i długotrwały;
  • peeling jest dobrym zdzierakiem, mi jednak, w jego skuteczności, przeszkadzała jego konsystencja, sądzę, że byłby to "super-zdzierak" gdyby był bardziej zwarty;
  • tak jak bardzo podobała mi się siła zdzierania tak nienawidziłam go za tłustą, ciężką do usunięcia warstwę, którą zostawiał na nogach - nie przesadzę jeśli powiem, że czułam się jak te zielone woskowane jabłka w supermarkecie;
  • wydajność nie powala, taki przeciętny średniak;
  • opakowanie - rzadko o tym wspominam ale tu sytuacja tego wymaga - jak widać na zdjęciach słoiczek zabezpieczony jest gumą - moja jednak odkształciła się (mam wrażenie, że od początku jest zbyt duża) i po jakimś czasie, kiedy chciałam już zużyć go do końca (stał cały czas pod prysznicem) to objawiło mi się moim gałkom:



Mimo, że bardzo lubię dobre zdzieraki, a ten spokojnie można zaliczyć do tej kategorii, nie powrócę już do tego produktu. Po pierwsze nie podoba mi się jego konsystencja, po drugie ten niesamowity lepki film, jest dla mnie barierą nie do przejścia. 
Jak dla mnie jest do produkt z kategorii  - pojedynczy strzał na do widzenia.

piątek, 16 października 2015

237. Dziad proszalny i moje relacje z kremowym żelem z Bebauty

Oskarżony:

 ŁAGODZĄCY ŻEL-KREM DO TWARZY
BEBEAUTY

Oskarżenie:
Uparte i ciągłe niedomywanie skóry twarzy, które w konsekwencji spowodowało duży wysyp małych dziadów, zaczerwienie nosa i pojawienie się jednego Dziada Proszalnego (aka pryszcza, wyprysku skórnego) na brodzie.





Kluczowy dowód rzeczowy:


Mowy końcowe:

Obrońca : mogła nie brać jak wiedziała, że na nią nie działa.
Oskarżyciel: „Wszyscy nie mogą się mylić” toż to hit blogosfery, cudo za 5 zeta. Tym razem na pewno zakocham się na zabój.

Werdykt:

Dożywotnia banicja członków rodziny i straszna śmierć, dla oskarżonego, w koszu na śmieci.



No dobra, teraz poważnie. Sądzę, że już od ok. rok czasu moja cera ma się dobrze, bardzo rzadko pojawiają mi się jakieś małe krostki, muszę nieźle pofolgować sobie z czekoladą, by coś się stało. Tym razem jednak pojawił się Dziad Proszalny (czyli: Bosze, proszę Cię, idź pryszczu stąd), który na tych zdjęciach wygląda dość łagodnie, dziś jest w pełnym rozkwicie. Nosz normalnie wyglądam jakby mi brat syjamski rósł na brodzie.

Dla mnie jest to rozczarowanie, więcej nie kupię, nie warto - najwyraźniej nie umiemy się dogadać.

środa, 14 października 2015

236. Blogerska krytyka





Kilka dni temu spotkałam się z przemiłą Angeliką,  która od jakiegoś czasu prowadzi bloga. Nie wiem na ile te spotkanie było dla niej pomocne, mnie jednak zdopingowało do kilku przemyśleń.

Obok kwestii zdobywania nowych czytelników czy pomysłów na posty rozmawiałyśmy o krytyce. Czy mnie spotkała i jeśli tak, to czy się obrażam, denerwuje czy wręcz przeciwnie lubię i doceniam. Osobiście uważam, że krytyka jest potrzebna. Nie mówię tu o celowym umniejszaniu kogoś czy obrzucaniu błotem, ale doceniam, że komuś chce się napisać co mogłabym zmienić / poprawić.

To jest jednak tylko jedna strona medalu. Kilka razy zdarzyło mi się napisać coś, co dla mnie było tylko wyrażeniem swojej opinii, a dla autorki okazywało się niemalże frontalnym atakiem, którego rezultatem była odpowiedź taka, że zastanawiałam się nie tylko nad własną i jej poczytalnością ale również nad sensownością pisania jakichkolwiek komentarzy.


Mam do Was pytanie a nawet kilka:  czy zdarzyło Wam się otrzymać komentarz negatywny?Jak na niego reagowałyście?
Czy, jeśli się z kimś nie zgadzacie piszecie o tym, a jeśli tak, to jakie były reakcje tej drugiej strony?



P.S. Szkic tego posta powstał w poniedziałek a we wtorek dostałam maila, który szczerze mnie ubawił - treść: "dlaczego się podlizujesz i piszesz ze ktoś ma fajnego bloga lub post. Bądź dorosła i samodzielna". ........ hehehehe, no nie wiem, normalne nie wiem jak się do tego odnieść .... może tak: jestem dorosła i umiem docenić pracę innych...

poniedziałek, 12 października 2015

235. Ulubieni ulubieńcy - top 5 pędzli

Dziś mogłabym krzyknąć "Nie lubię poniedziałków" - nic mi nie idzie, aparat zdechł i dziś zobaczycie kilka bardzo kiepskiej jakości zdjęć z mojego telefonu. Wszystko mnie drażni i pomysł na napisanie posta o ulubionych pędzlach w teorii był dobrym pomysłem. Czy w rzeczywiście, w praktyce będzie to ciekawy post, ocenicie same.... (pfff zrobiło się trochę negatywnie, przepraszam...)



ULUBIENI ULUBIEŃCY - CZYLI MOJE TOP 5 PĘDZLI DO MAKIJAŻU




GLAMBRUSH T5



Do pędzli z GB mam żywię mieszane uczucia - z całej bandy 2 to moje top topów. Ten do różu jest jakby stworzony dla mnie. Jakbym się nie starała plamy się nim nie da zrobić. Jest miły w dotyku, dobrze się pierze i szybko schnie. Wymaga może większej atencji przy myciu i suszeniu (włosie z kozy / tutaj osłonka jest mushevem) ale to jest pędzel, który mogę gorąco polecić każdemu.



ESSENCE


Świetny pędzel za kilka złoty. Ma już prawie dwa lata i jedyne co mu się "stało" to lekkie spranie koloru. Bardzo dobrze "chwyta" cień, dobrze się pierze i błyskawicznie schnie. Mimo że to taki zwyklak, zawsze jest pjersey w kolejce do uzycia. Bardzo udany pędzel.


ZOEVA 103 DEFINER BUFFER


Jedyny mój pędzel z Zoevy. Moje poszukiwania pędzla do podkładu były zbyt długie i męczące (jak na taką sprawę) - on spełnia wszystkie moje oczekiwania. Jest lekko ścięty więc idealnie nakłada mi się nim każdy podkład. Nie jest ani zbyt zbity ani zbyt miękki. Dobrze się pierze i całkie szybko schnie. Ideał.


GLAMBRUSH O11


Druga perełka od GB, fantastyczny, idealny. Nadaje się zarówno do zrobienia kreski eyelinerem jak i cieniem, jest na tyle sztywny że mamy 100% kontrolę i na tyle elastyczny by nie podrażnić oka. Bardzo dobrze się pierze. Polecam


HAKURO H55


Mam kilka pędzli do pudru, każdy z nich jest dobry ten jednak, moim zdaniem, jest najlepszy. Duży, miękki, idealnie nabiera produkt. Fantastycznie się pierze i całkiem szbko schnie. Ideał. Robi co ma robić i robi to idealnie.


piątek, 9 października 2015

234. Piątkowe różności

Podczas robienia zdjęć do dzisiejszego postu upadł mi aparat fotograficzny i chyba go "zabiłam", dziś więc kolejna porcja różnych różności z Internetu :)





1. Kot i kocimiętka (link)


2. Genialne dynie (link)

3. Film o nadużywaniu sterydów u kulturystów




4. I wisienka na torcie - o gigantach, które żyły na Ziemi dawno dawno temu :)



Miłego oglądania :)

środa, 7 października 2015

233. Odkurzamy TAGa - śpiąca królewna



Co prawda ten TAG jest dość nowy więc i kurzu na nim niewiele ale to fajny, lekki TAG więc czemu nie :)




1. Jaki jest twój ulubiony sposób zmywania makijażu wieczorem? Chusteczki do demakijażu, czy mycie twarzy?

Nie używam chusteczek, jakoś nie jestem przekonana do tej formy pielęgnacji.
U mnie demakijaż składa się z kilku kroków i czasami, jeśli widzę, że moja cera potrzebuje dodatkowego kroku, zmieniam ją.

Ale generalnie wygląda on tak: 
żel do twarzy  --> micel --> tonik --> krem. Co kilka dni -  peeling


 2. Jaki jest twój ulubiony płyn do demakijażu i/lub chusteczki?

Płyn micelarny z Bandi - dla mnie to najlepszy micel na rynku.

 
 3. Twój ulubiony sposób na zmywanie makijażu wodoodpornego?
 
Bandi radzi sobie ze wszystkim. Jeśli jednak go nie mam, używam dwufazówki np. z Delii.

  
4. Robisz peeling wieczorem? Jeśli tak, to czego używasz?

Najczęściej robię go wieczorem - teraz używam peelingu z Evree (genialny), raz w tygodniu używam peelingu gruboziarnistego z Ziai Pro (kolejny ulubieniec)


 5. W pielęgnacji wieczorowej wolisz kremy czy olejki / oliwki? Które?

Olejków do twarzy używam tylko na jesieni i zimie - moim ulubionym jest AVA (olej arganowy).
Jeśli chodzi o kremy, uwielbiam Eveline argan i mleko kozie.


 6. Ulubiony przeciw zmarszczkowy krem pod oczy?

Hmm powiem tak, jakieś tam zmarszczki mam ale kompletnie mi one nie przeszkadzają. Dla mnie ważniejsza jest eliminacja worków i cieni pod oczami. Ulubieńcem w tej kategorii jest AVA, teraz mam Sylveco i jak na razie trzyma poziom.


 7. Zdarza ci się nie zmyć makijażu przed snem?

Nie, nawet jeśli jestem mega zmęczona, to muszę zmyć makijaż. Mam zbyt wrażliwą cerę i oczy by robić sobie taką "krzywdę". 

 
 8. Zasypiasz - czy:
a) kładziesz głowę na poduszkę i już śpisz
b) nie możesz zasnąć
c) zajmuje ci to kilka minut

Najczęściej zasypiam w momencie przyłożenia głowy do poduszki. Zdarza mi się jednak obudzić w środku nocy i nie móc zasnąć.


 9. Mówi się że powinniśmy sypiać 8 godzin. Jak to przeciętnie wygląda u ciebie?

Staram się spać 8 godzin ale zdarza się, że jest to coś koło 6 godzin. 


 10. Twój sekret na dobrze przespaną noc?

Nie mam problemów ze snem więc mechanizmów takich nie potrzebuję. Zdarza mi się jednak czytać przed snem lub słuchać muzyki - to mnie odpręża. 



Zachęcać nie będę ale chętnie przeczytałabym Wasze odpowiedzi :)

poniedziałek, 5 października 2015

232. Rozdanie - wyniki

 


No dobra, 4 października minął, czas więc rozwiązać mój mini konkurs. Wszystkim bardzo dziękuję za wzięcie udziału i odpowiedzi :)



GRATULACJE DLA:

Sandry z Sandra Blox

oraz

Nie_bieskiej z blogu Cometicosmos


Proszę  o kontakt na  mejd.in.poland.blogspot@gmail.com. W mailu napiszcie proszę jakie dokładnie odcienie, numery, rodzaje produktów wybrałyście i oczywiście swoje adresy.


Jeszcze raz GRATULUJE ! :)

sobota, 3 października 2015

231. Bura i dwufazówka z Rival de Loop

Kilka dni po opublikowaniu notki o żelu do twarzy z Rival de Loop dostałam burę od jednej z moich koleżanek. Regularnie czyta posty, nigdy nie komentuje, generalnie podoba jej się to, co robię. Tym razem wkurzyła się nie na żarty, kazała pójść do Rossmanna i kupić inny, wg niej kultowy, produkt z RdL.

Cóż było zrobić, poszłam i kupiłam tą oto kruszynkę :)


Płyn dwufazowy
Rival de Loop



Informacje podstawowe:
Pojemność: 50 ml
Kolor i zapach: bezzapachowy; niebiesko-przezroczysty;
Konsystencja: standardowa, niezbyt tłusta



Moja ocena:
  • szybko wsiąka w wacik, nie spływa, nie ześlizguje się;
  • dobrze zmywa tusz i produkty wodoodporne - co prawda potrzebuje więcej czasu (ale nie jakoś mega długo) ale robi to dobrze;
  • jest dość wydajny;
  • nie pozostawia mgły na oczach, nie ma potrzeby zdejmowania soczewek;
  • nie tłuści okolic oczu (jak robił to np. olejek z Evree).

1 - wacik z płynem ; 2 -  zmyty tusz, cień i wodoodporny eyeliner; 3 - resztka tuszu

Ku mojemu zaskoczeniu płyn dwufazowy z Rival de Loop okazał się całkiem niezły - może nie jest genialny, czy rewolucyjny ale trzyma poziom. Zmywa dobrze, nie podrażnia, współpracuje z soczewkami.
Przyznam, że ten płyn trochę przyczynił się do zmiany postrzegania Rossmannowskiej marki... może nie na tyle, by w najbliższym czasie kupić następny produkt ale postęp jest :).



P.S. Doszły mnie słuchy, że są problemy z dodawaniem komentarzy pod postami - jeśli ktoś ma takowe proszę o info na maila.