Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fresh Juice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fresh Juice. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

118. Styczniowe denko


Jestem w lekkim "niedoczasie" i trochę się blog zakurzył. Zwalę winę jak prawdziwa baba na: brak Internetu i mój szał sprzątania, który mnie ostatnio ogarnął. 

No ale dobra ale do rzeczy. Dziś zapraszam Was na styczniowe denko.

 


ŻELE POD PRYSZNIC


Le petit Marseillais – biała brzoskwinia i nektarynka. Pisałam o nim tutaj. Przepiękny zapach, dobrze się pieni. Niestety spowodował u mnie tak dużą reakcję alergiczną, że moja skóra nadal jest w bardzo złym stanie. Nie kupię więcej – nigdy przenigdy.


Fresh juice – marakuja i magnolia. Bardzo, bardzo wydajny produkt. Lekko galaretowata konsystencja. Dobrze się pieni, przyjemnie pachnie. Zapach nie zostaje na skórze. Nie wysusza. Kupię, inny zapach.


Biały Jeleń – łopian i jagoda. Najfajniejsza wersja żelu pod prysznic z tej serii. W całości zużyty przez moją córę, której tak podobał się zapach, że mi go zabrała. Przyzwoicie się pieni, nie wysusza, nie podrażnia. Kupię z całą pewnością.



TWARZ



Bielenda – olej do  mycia twarzy – sebu control. Pisałam o nim tutaj. Nie byłam fanką zapachu ani pseudo pianki, w którą się zamienia. Bardzo dobrze zmywał makijaż. Był wydajny. Nie kupię – znam inne lepsze produkty; zapach mi nie odpowiada.


Delia – żel do mycia twarzy. Niesamowicie wydajny produkt. Używałam go codziennie, wystarczył mi na kilka dobrych miesięcy. Przyjemnie pachnie, rewelacyjnie odświeża twarz, dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu. Kupię, to bardzo dobry produkt.


Bielenda – płyn micelarny. Kiedyś bardzo lubiłam ten kosmetyk. Teraz też uważam go za wart uwagi ale mam wrażenie, że jakość jego trochę się opuściła (albo co bardziej prawdopodobne moje oczekiwania są większe). Płyn całkiem wyraźnie pachnie, całkiem nieźle zmywa tusz. Trochę się pieni, jest tak sobie wydajny. Ze dwa razy mnie zapiekł w oczy podczas demakijażu.  Na razie nie kupię, pojawia się tak dużo nowych produktów z tej półki a ja lubię je testować.



CIAŁO I WŁOSY

Veroni – mleczny peeling olejeowo-cukrowy. Ten produkt również doczekał się recenzji. Ten zapach mniej mi odpowiadał niż w pomarańczowej wersji. Niesamowicie dobrze radził sobie z oczyszczaniem mojej skóry. Zbita konsystencja powodowała, że peeling był bardziej wydajny. Zostawiał delikatną powłoczkę oleistą ale można było ją zmyć wodą. Kupię, pomarańczową wersję.


Bielenda – masło z awokado. Mój totalny ulubieniec w tej kategorii – recenzja. Przepiękny,  trwały zapach. Produkt bardzo wydajny, odżywiał , nawilżał moją skórę przez cały dzień. Genialny produkt. Kupię, zdecydowanie.


Biovax – mgiełka do włosów skłonnych do wypadania i przetłuszczających się. Następny niesamowicie wydajny produkt, miałam go całe wieki. Włosy po tym mgiełce mniej mi się przetłuszczały, nie były takie suche. Już kupiłam.


Green Pharmacy – żel do higieny intymnej. Bardzo przyjemny produkt. Dobrze myje, nie podrażnia, przyjemnie pachnie. Jedynym minusem jest pompka – po zużyciu ponad połowy opakowania, produkt pryska na wszystkie strony.  Na dwie pompki jedna zawsze lądowała gdzieś poza moją dłonią. Kiedyś do niego wrócę ale na razie mam co innego.



RÓŻNOŚCI


Green Pharmacy – arganowy krem do rąk. Super produkt. Fantastyczny zapach, dobrze nawilżał i zabezpieczał dłonie. Bardzo wydajny.  Zdecydowanie kupię.


Pumeks. Nie wiem jakiej jest firmy, kupiłam go w Tigerze. Dobrze ścierał zrogowaciały naskórek, nie kruszył się. Miałam go bardzo długo (najpewniej nawet za długo) i prawie nie widać po nim zużycia. Kupię

Nivea – mleczko do ciała. Miałam kilka próbek, niestety nadal nie lubię tego zapachu. Samo mleczko jest przeciętne. Nie kupię


Himalaya – pomadka ochronna. Pod koniec nieźle się z nią namęczyłam. Góra pomadki miała normalną konsystencję niestety środkowa część zmiękła na tyle, że pomadka „złożyła się” jak domek z kart. Właściwości odżywcze dość przeciętne.  Wydajny. Nie kupię, znalazłam lepszy produkt.


Nivea 0 Q10 krem na dzień. Bardzo przyjemny zapach, niestety jako krem na dzień u mnie się nie sprawdził, był zdecydowanie dla mnie zbyt bogaty, do tego nie nadawał się pod makijaż i jakby nie wchłaniał się. Do tego dość mocno się świeciłam. Nie kupię.

I to tyle w tym miesiącu, jestem ciekawa czy coś z tego miałyście, macie?


wtorek, 28 października 2014

83. Październikowe śmietnisko



Jak widać dużo tego - ostrzegam :-)
Ilość wynika z kilku powodów: kilka kosmetyków używałam długo albo bardzo długo, kilka z nich doczekało się odlewek dla moich znajomych lub skończyły się niemalże natychmiast po publikacji poprzedniego denka i czekały sobie miesiąc na następny rzut.

Legenda:
  • Dobry produkt - kupię
  • Niezły produkt ale nie kupię bo
  • Nie sprawdził się, nie kupię.

Post będzie długi więc zaczynamy.

Żele pod prysznic

The Body shop - marakuja - żel pachnie obłędnie, cudownie, niesamowicie.... niestety nie na ciele tylko w łazience. Żel dobrze myje, bardzo fajnie się pieni ale mnie wysuszał.
Raczej nie kupię, spokojnie można kupić inne za mniejszą cenę.

Fresh Juice - trawa cytrynowa i wanilia - ten zużywałam jakieś 3 miesiące i nie było to spowodowane dużą pojemnością. On w przeciwieństwie do poprzednika, śmierdział jak kostka do toalety. Bardzo fajnie się pienił i całkiem nieźle mył.
Zdecydowanie nie kupię tego zapachu, kupiłam już inny, z którego jestem zadowolona.


Pielęgnacja ciała

Korana - balsam do ciała z kwiatem lotosu - przyjemnie pachnie. Rewelacyjnie nawilża i pielęgnuje skórę. Jego minusem (dla niektórych będzie to czynnik wykluczający) jest przerażająco długi skład.
Mimo, że rewelacyjnie nawilżał to jest słabo dostępny a skład jest zbyt długi i dlatego nie kupię.

Vis Plantis - olejek macadamia - dobry kosmetyk, dobrze odżywiał i natłuszczał skórę. Dość długo się wchłaniał ale zostawiał skórę promienistą i odżywioną. Bardzo przyjemnie pachniał, zapach zostawał na skórze przez kilka godzin.
Raczej nie kupię.Wyklucza go cena i to że dość długo się wchłania.

Isana med - Urea - ten balsam czekał na czas kiedy moja skóra ma gorszy moment. Nie pachnie, konsystencją jest dość rzadka. Bardzo dobrze nawilża i koi moją skórę - bardzo go lubię.
Jeśli będzie potrzeba to oczywiście kupię.


 Twarz

Ziaja ulga - płyn micelarny - lubię go, dobrze zmywa, nie podrażniał, ma efektywny dozownik. Opis krótki ale to naprawdę porządny produkt, wiem że opinie są o nim różne ale ja nie miałam problemów ze zmywaniem makijażu oka przy użyciu tego produktu.
Nie jest to może najlepszy produkt jaki miałam ale trzyma poziom.
Na razie nie kupię bo mam inne ale w przyszłości czemu nie.


Delia - dwufazowy płyn do demakijażu
- to kolejny mój ulubieniec. Bardzo dobrze zmywał tusz do rzęs i cienie w musie, które były moim utrapieniem przez dłuższy czas. Był całkiem wydajny.
Jak będę potrzebować to kupię, na razie moje micelarne sobie radzą z tuszami więc będę mieć jeden kosmetyk mniej.



 Pielęgnacja oczu

Ziaja - jaśmin w kremie - bardzo dobry kosmetyk. Połowę oddałam koleżance, która jest nim zachwycona. Bardzo dobrze  i długo nawilżał. Był zbyt ciężki pod makijaż ale na noc był idealny. Jedyna uwaga dla kogoś kto go nie zna - to nie jest przezroczysty żel, on przypomina bardziej korektor, lekko barwił / rozjaśniał okolice pod oczami. Zmniejszał cienie pod oczami, nie zmniejszał opuchlizny.
Raczej nie kupię, szukam ideału :-)

Floslek - żel z arniką - bardzo lekki, przyjemny krem. Niestety ja jestem już na niego za stara. Dość długo go zużywałam i tylko rano, nie nadawał się na noc - to będzie dobry kosmetyk dla młodszych dziewczyn. Dużym plusem jest to, że kiedy miałam podrażnione i opuchnięte oko nie szczypał mnie, dodatkowo nie podrażniał. Nie zauważyłam by zmniejszył opuchliznę czy cienie pod oczami.
Nie kupię, nie dlatego że jest kiepski tylko dlatego, że jest zbyt lekki dla mnie.

Delia  - roll on pod oczy. Bardzo długo go zużywałam i jeszcze go mam. Kupiłam go w styczniu / lutym, wsadziłam do lodówki i na jakiś czas zapomniałam o nim. Gdybym miała coś więcej o nim napisać to powiedziałabym, że najbardziej  pasuje poniższy któtki dialog:
- co robisz?
- niewiele, w sumie to niewiele.
Na chwilę  chłodził skórę pod oczami i nawet na kilka "chwil" zmniejszał opuchliznę. Niestety tylko na chwilę. Używałam go dość regularnie, chciałam sprawdzić czy pod dłuższym stosowaniu będzie widać jakiekolwiek rezultaty. Nie było i mimo, że jeszcze trochę go zostało to bez żalu go wyrzucam.
Nie kupię ponownie.



Pielęgnacja dłoni

Ziaja - krem z ceramidami - fantastyczny zapach, bardzo dobre działanie, bardzo wydajny. Żałuję, że już się skończył. Ładnie, efektywnie nawilżał dłonie - mogę powiedzieć, że to produkt idealny.
Oczywiście kupię.

Bebeauty - nawilżający krem z olejem macadamia - Boże tego dziada zużywałam od kwietnia albo marca. Na początku nie mogłam zdzierżyć tego zapachu, okropny. W działaniu też jest przeciętny, jedyne co mogę powiedzieć to jest wydajny ale to chyba jego jedyny plus.
Zdecydowanie nie kupię.

Biały Jeleń - mydło w płynie - ten rodzaj mydła używamy już od kilku ładnych lat. Bardzo go lubię, jako jeden z niewielu nie wysusza rąk moim dzieciom, nieźle radzi sobie z myciem / domywaniem pędzli do makijażu.
Kupię ponownie.


Stopy

No 36 - peeling do stóp - bardzo, bardzo przeciętny peeling. Kiedyś był moim ulubieńcem ale chyba zmienili formułę albo moje stopy zmieniły preferencje. Drobiny nie ścierały, zdecydowanie nie radził sobie z moimi suchymi piętami.
Nie kupię ponownie.

Exclusive Cosmetics - krem na pękające pięty - ten krem rewelacyjnie natłuszczał i odżywiał. Był bardzo wydajny. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to zamknięcie - nie zużyłam nawet w 1/3 a zamknięcie mi się zepsuło. Nie domykał się co mnie osobiście irytuje w kosmetykach.
Na razie wróciłam do Bielendy ale jak będę potrzebowała mocniejszego natłuszczenia to na pewno kupię.

 Paznokcie

4 pory roku - odżywka do paznokci - fajny produkt. Dobrym rozwiązaniem okazał się zarówno pędzelek, który dobrze rozprowadzał odżywkę po paznokciu i skórkach jak i konsystencja okazała się strzałem w 10 - nie spływał, natłuszczał. Produkt robił to co miał robić - dość długo się wchłaniał ale zostawiał paznokcie i skórki w dobrym stanie.
Próbuję innych tego rodzaju produktów ale czemu nie, jak będzie potrzeba to kupię.

Isana - zmywacz do paznokci - nie będzie to odkrycie dla nikogo - super produkt - zmywa, nie wysusza. Jedyne co mi przeszkadzało to zbyt intensywny zapach - nie jest zły, czy odrzucający ale mógłyby być mniej "widoczny".
Kupię ponownie.

 Różności

Nivea - masełko do ust - ble. Tyle powiem - nie polubiliśmy się. Szczerze to nie chce mi się o nim pisać - bardzo długo go używałam, pod koniec służył do natłuszczenia łokci i kolan moich dzieci. Nie lubiłam ust kiedy go używałam, zostawiał nieprzyjemne glutki, nie nawilżał tak jakbym od niego oczekiwała. Nie poprostu nie.
Zdecydowanie nie kupię.

Szczoteczka do twarzy - ten produkt służył mi kilka miesięcy i byłam z niego bardzo zadowolona. Szczoteczka nie podrażniała mi twarzy, ładnie oczyszczała i w połączeniu z mydłem z Białego Jelenia tworzyła wspaniały duet.
Na razie nie potrzebuję szczoteczki, bo mam inne kosmetyki które ją zastępują ale jeśli będę potrzebować na pewno kupię.

Sylveco - żel do higieny intymnej - dobrze myje, łagodzi podrażnienia, zarąbista butelka.Wydajny. Jednym słowem dobry produkt.
Testuje inny ale kupię.

Rexona - dezodorant w kremie - mój zdecydowany faworyt. Po kulkach, żelach i dezodorantach to  idealne rozwiązanie dla mnie. Nie brudzi, nie podrażnia, nie klei.
Już kupiłam i będę kupować dalej.


czwartek, 16 października 2014

78. Marakuja - stara obsesja w nowym wydaniu

Swego czasu dałam się skusić na żele pod prysznic z The Body Shop (TBS) - skusiły mnie przede wszystkim zapachy ale popularność i marka tej firmy też zrobiły swoje.
Jednym z zapachów, które kupiłam była marakuja i to właśnie ten kosmetyk porównam z innym żelem, który mnie zaciekawił. Mowa tu o marakui i magnolii z Fresh Juice (FJ). Pierwsze spotkanie z tą firmą nie było dla mnie zbyt miłe (recenzja) ale postanowiłam dać im drugą szansę.

Jeśli jesteście zainteresowane jak wypadły obydwa żele, zapraszam do dalszej lektury.


Na początek kilka podstawowych informacji

Zapach: marakuja
Pojemność: 250 ml
Cena: w promocji 25 PLN

Skład:
Aqua, sodium laureth sulfate, cocamidopropyl betaine, polusorbate 20, glycerin, sodium chloride, phenoxyethanol, polyglyceryl-2, caprate, honey, parfum / fregrance, sodium benzoate, citric acid, limonene, hexyl cinnamal, buty / methoxydibenzoylmethane, disodium EDTA, passiflora incarnata fruit extract, linalool, geraniol, denatonium benzoate, Cl 17200/Red 33, Cl 19140/ Yellow 5, Cl 42090/ Blue1











Zapach: marakuja i magnolia
Pojemność: 500 ml
Cena: 8,50 PLN

Skład: 
Aqua, sodium laureth sulfate, sodium chloride, cocamidopropyl betaine, styrene / acrylates copolymer, coc-glucoside, magnolia officinalis flower extract, passiflora edulis fruit extract, propylene glycol, PEG-40 hydrogenated castor oil, alcohol, hamamelis virginiana distilate, panthenol, butylene glycol, arnica montana flower water, niacinamide, thiamine HCI, tocopheryl butyrospermum parkii butter, disodium laureth sulfosuccianate, cocamide DEA, sodium cocyl cocoate, disodium EDTA, citric acid, parfum, benzyl alcohol, methylchloroisothiazolinone, methylisothiazolinone, limonene, hexyl cinnamal, amyl cinnamal, citronellol, Cl 42090, Cl 14720.







CO o nich sądzę?




Zazwyczaj nie porównuje ceny ale tutaj wydaje mi się to dość istotne. Żel z The Body Shop przy pojemność 200 ml. kosztował mnie ok. 25 pln (w promocji) natomiast marakuja z magnolią z Elfa Pharm (czyli Fresh Juice) to 500 ml za niecałe 9 pln. Różnica zarówno w pojemności jak i w cenie jest znacząca - by nie powiedzieć miażdżąca. Oczywiście można powiedzieć, że płaci się za markę, zapach jest bardziej intensywny itp itd ale patrząc na porównanie powyżej wydaje mi się, że tu Fresh Juice ma więcej do zaoferowania.
Po pierwsze jest wyczuwalny na ciele (delikatnie bo delikatnie ale zawsze),  może nie pachnie w łazience tak intensywnie jak ten z TBS ale w sumie przecież nie kupiłam zapachu / odświeżacza powietrza tylko żel, który fajnie by było jakby zostawił jakiś zapach na mojej skórze.
A dwa - nie wiem jak u Was ale ten z TBS mnie przesuszył - po prysznicu moje nogi a w szczególności łydki były suche jak wiór - i tu minus dla niego.

Obydwa żele sprawują się dobrze - zakupów nie żałuję ale jak to baba zawsze znajdę jakieś "ale".
W przypadku TBS jest to wysuszanie moich łydek a jeśli chodzi o FJ to mało wyczuwalny zapach na skórze...

Mam jeszcze drugi żel z TBS o zapachu różowego grejpfruta - on również pachnie obłędnie i również mnie odrobinę przesusza. Kiedy je skończę i znów najdzie mnie ochota na testy produktów z TBS to wybiorę masła do ciała nie żele pod prysznic. Te kupię z  Fresh Juice - ich oferta zapachów jest bardzo interesująca.

Muszę przyznać, że to całkiem niezły zwrot akcji biorąc pod uwagę moją poprzednią przygodę z produktami z FJ :-)


piątek, 10 października 2014

76. Na miły początek weekendu - mini zakupy

Generalnie nie ogarniam rzeczywistości - nie wiem gdzie i kiedy podziały mi się dni tego tygodnia - z lekkim przerażeniem odkryłam, że mamy już prawie połowę piątku za sobą.

By nie było tak pesymistycznie pochwalę się swoimi mikro zakupami. Mikro bo kupiłam tylko to, czego potrzebowałam.
Nie wiem jak Wy ale ja lubię kupować tylko to, czego aktualnie potrzebuję. Zdarza mi się kupować jakiś dodatkowy kosmetyk na zapas ale  zazwyczaj jest to jedna sztuka czegoś tam.
Preferuję takie rozwiązanie, bo wiem, że zaraz już za chwileczkę będę używać tego specyfiku, nie będę musiała czekać miesiąc / dwa jak wykończę te, których właśnie użyję, czy czekają w kolejce.

Poza tym uważam, że w tym momencie mamy tak dużo różnorakich promocji i trochę bez sensu jest kupować na zapas.

A więc jedziemy:

1. Perfecta - jagodowa muffinka - cukrowy peeling do ciała. To już któryś tam z rzędu peeling z Perfecty, bardzo je lubię i dobrze nam się współpracuje :-). Zapach, jak zawsze bardzo słodki, przyjemny, wprost smakowity.

2. Bielenda - awokado - masło do ciała. Swojego czasu miałam peeling i bardzo mi się podobał, przyszedł czas na masło. Zapach jest wprost przepiękny, słodki ale nie za słodki - mam nadzieję, że zostanie na mojej skórze po aplikacji.

3. Eveline - bio olejek arganowy ze złotem Maroka - krem do ciała. Nigdy nie miałam tego produktu, ale zapach przebija zapach produktów powyżej. Cytrusowy, orzeźwiający. Zdecydowanie ma coś w sobie. Przypomina mi oranżadkę w proszku z dzieciństwa, która strzelała na języku.... Mam teraz dylemat, którego kosmetyku używać najpierw....


4. Green Pharmacy - szałwia lekarska i Alantoina -  żel do higieny intymnej - mój z Sylveco już się kończy a tego jeszcze nie miałam więc zobaczymy jak się będzie sprawował. Nie wiem jak określić zapach, przyjemny, zdecydowanie daje się wyczuć szałwię ale nie wiem co tam jest jeszcze.

5. Ados cosmetics - cytyrusowy olejek do skórek i paznokci z witaminą E. Miałam do wyboru Eveline, które mi nie służą i ten oto specyfik. Pierwszy raz widzę tą firmę ale w sumie czemu nie, warto spróbować.

6. Fresh Juice (Elfa Pharma) - marakuja i magnolia - żel pod prysznic. Postanowiłam dać tym żelom drugą szansę. FJ ma w swojej ofercie dużo, różnych zapachów - wybrałam ten, bo jest absolutnie niesamowity. Zdecydowanie daje się wyczuć tu i marakuje i magnolię. Nie jest zbyt słodki, mdły, ma w sobie tą lekko cierpką nutę, którą lubię. Zobaczymy jak sprawi się ten kolega.