Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hakuro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hakuro. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2015

235. Ulubieni ulubieńcy - top 5 pędzli

Dziś mogłabym krzyknąć "Nie lubię poniedziałków" - nic mi nie idzie, aparat zdechł i dziś zobaczycie kilka bardzo kiepskiej jakości zdjęć z mojego telefonu. Wszystko mnie drażni i pomysł na napisanie posta o ulubionych pędzlach w teorii był dobrym pomysłem. Czy w rzeczywiście, w praktyce będzie to ciekawy post, ocenicie same.... (pfff zrobiło się trochę negatywnie, przepraszam...)



ULUBIENI ULUBIEŃCY - CZYLI MOJE TOP 5 PĘDZLI DO MAKIJAŻU




GLAMBRUSH T5



Do pędzli z GB mam żywię mieszane uczucia - z całej bandy 2 to moje top topów. Ten do różu jest jakby stworzony dla mnie. Jakbym się nie starała plamy się nim nie da zrobić. Jest miły w dotyku, dobrze się pierze i szybko schnie. Wymaga może większej atencji przy myciu i suszeniu (włosie z kozy / tutaj osłonka jest mushevem) ale to jest pędzel, który mogę gorąco polecić każdemu.



ESSENCE


Świetny pędzel za kilka złoty. Ma już prawie dwa lata i jedyne co mu się "stało" to lekkie spranie koloru. Bardzo dobrze "chwyta" cień, dobrze się pierze i błyskawicznie schnie. Mimo że to taki zwyklak, zawsze jest pjersey w kolejce do uzycia. Bardzo udany pędzel.


ZOEVA 103 DEFINER BUFFER


Jedyny mój pędzel z Zoevy. Moje poszukiwania pędzla do podkładu były zbyt długie i męczące (jak na taką sprawę) - on spełnia wszystkie moje oczekiwania. Jest lekko ścięty więc idealnie nakłada mi się nim każdy podkład. Nie jest ani zbyt zbity ani zbyt miękki. Dobrze się pierze i całkie szybko schnie. Ideał.


GLAMBRUSH O11


Druga perełka od GB, fantastyczny, idealny. Nadaje się zarówno do zrobienia kreski eyelinerem jak i cieniem, jest na tyle sztywny że mamy 100% kontrolę i na tyle elastyczny by nie podrażnić oka. Bardzo dobrze się pierze. Polecam


HAKURO H55


Mam kilka pędzli do pudru, każdy z nich jest dobry ten jednak, moim zdaniem, jest najlepszy. Duży, miękki, idealnie nabiera produkt. Fantastycznie się pierze i całkiem szbko schnie. Ideał. Robi co ma robić i robi to idealnie.


środa, 15 kwietnia 2015

153. Trzech amigos od podkładu


Jakiś czas temu opanowała mnie totalnie irracjonalna mania znalezienia idealnego pędzla do podkładu. Co prawda miałam jeden, który się sprawdzał ale czasami dobry nie oznacza idealny.

Dziś zapraszam Was na, mam nadzieję niezbyt długi, post o moich trzech pędzlach do podkładu.

Wspomnianymi już bohaterami są: Glambrush T16, Hakuro H50s i Zoeva 103.


Zanim się rozpiszę najpierw kilka danych technicznych.





Na pierwszy ogień idzie najbardziej znany pędzel z Hakuro H50s.
  • mimo, że posiadam go już prawie 2 lata - skuwka nie rozkleiła się,  włosie nie wypada, włoski nie rozcapierzają się w najróżniejsze strony
  • "nie zjada" dużo podkładu, w szczególności jeśli przez aplikacją spryskamy go tonikiem / wodą
  • moja twarz nie jest jakoś specjalnie duża ale uważam, że wielkość pędzla jest jego słabą stroną -  muszę się nieźle namachać, by rozprowadzić podkład sprawnie i równomiernie
  • nie robi smug, nie drażni skóry

Hakuro H50s

Hakuro H50s


Następny w kolejce jest pędzel z Glambrush T16.

Długo szukałam ściętego pędzla do podkładu, nie było to ani takie proste ani oczywiste. Po długich poszukiwaniach zdecydowałam się na GlamBRUSH T16.


Glambrush T16



Glambrush T16
  • pędzel wykonany jest z niesamowicie miękkiego włosia - jest mięciutki jak puszek
  • jest również bardzo elastyczny, jeden ruch i włosie przybiera najróżniejsze formy
  •  potrzebuje najmniej podkładu z całej trójki
  • przepięknie rozprowadza podkład, nie robi smug, daje naturalny wygląd skórze
  • niestety przez swoją miękkość i elastyczność po aplikacji pędzel wygląda jakbym była masochistką i specjalnie się na nim wyżywała albo dała go dziecku do przeżuwania
  • myje się go dobrze, problemem jednak jest jego dokładne domycie - zawsze coś zostaje, plama, zaciek czy inny badziew 
  • schnie szybciej niż pozostałe pędzle



Ostatnim z amigos jest Zoeva 103.



To mój ostatni nabytek - kupiłam go tydzień po zakupie GB (czyli jakoś w styczniu). Trochę dlatego, że było / jest duże zainteresowanie produktami z Zoevy a trochę dlatego, że czułam niedosyt i lekką frustrację.

  • ten pędzel jest bardzo podobny do Hakuro zarówno pod względem rodzaju jak i miękkości włosia
  • jest dobrze wyprofilowany
  • on również potrzebuje mniej podkładu, ale różnica w jego przypadku nie jest tak duża jak przy poprzedniku
  • bardzo ładnie i bezproblemowo się myje, dość szybko schnie
  • on również nie robi smug, ładnie rozprowadza produkt na twarzy
  • mimo, że w wielkości przypomina Hakuro tu aplikacja jest jakby szybsza, mam wrażenie, że i szybciej mi to idzie i ręka nie boli :)
  • dzięki delikatnemu ścięciu jest bardzo poręczny

Podsumowanie

Zoeva, Hakuro, Glambrush

Oczywiście, żaden z tych pędzli nie jest bublem - każdy z nich ma cechy, które lubię i poszukuję w tego rodzaju produktach. Gdybym jednak jutro obudziła się a powyższa trójca zniknęła, to w 100% ponownie kupiłabym Zoevę.  Posiada wszystkie cechy idealnego produktu - jest zgrabny, ścięty tak jak lubię dobrze się domywa i szybko schnie.... W sumie to przed Hakuro (ale już większą wersją - H50) też bym się nie wzbraniała za nadto, choć przyznam, że odczuwałabym brak ścięcia. Natomiast Glambrush, mimo miękkości i pięknego białego włosia jest zawsze ostatni. Sięgam po niego tylko wtedy, kiedy inne są albo brudne albo mokre. Choć muszę powiedzieć, że idealnie sprawdza się do rozdzierania bronzera - robi to bezbłędnie....



P.S. Jak widziecie wygląd bloga "trochę" się zmienił - to zasługa wspaniałej Vejjs, której jeszcze raz, publicznie dziękuję za pomoc!!

wtorek, 16 grudnia 2014

102. TAG: Ile warta jest Twoja twarz

Jakiś tydzień temu natknęłam się na ten TAG i spodobał mi się na tyle, że dziś chciałabym pokazać czym się ostatnio maziam.

W swojej skromnej kolekcji mam trochę więcej kosmetyków ale stwierdziłam, że chcę pokazać tylko to, czego używam niemalże non stop; tylko to co u mnie jest w tym momencie na tapecie.







Zaczę z grubej rury  - czyli podkładu, bazy i różu


Podkład: nieśmiertelny Revlon colorstay - 180 dla cery tłustej i mieszanej. 
Bardzo go lubię, charakteryzuje go bardzo dobre krycie, wydajność i konsystencja, która fantastycznie współgra z moją skóra.

Baza pod cienie: Kobo - kupiony jakoś w wakacje. Genialnie przedłuża trwałość cieni. Nie zauważyłam, by podbijał kolor ale świetnie radzi sobie z moimi tłustymi powiekami.
Gdybym miała psioczyć,  to nie do końca podoba mi się pudełeczko: jest mało higieniczne  i  zauważyłam, że im mniej jest produktu tym większe prawdopodobieństwo, że wkładając palec albo będę miała bazę pod poznokciem albo nabiorę produktu za dużo.

Róż: Miss sporty. Dostałam go od mojej koleżanki na Mikołajki i w krótkim czasie stał się moim ulubieńcem. Bardzo łatwy i przyjemny w użytkowaniu. Ma delikatny kolor, trudno jest nim zrobić sobie krzywdę. Ma również przyjemną konsystencję.

Podkład + baza + róż ---> 33 (w jakiejś promocji) + 14 (w promocji) + 0 (prezent) = 47,00



Cienie i tusz



Golden Rose - cienie do oczu. Będzie nudno ale to niezły produkt. Cienie są różnej jakości ale wszystkie trzymają poziom. 
Plusy: dobra pigmentacja (oprócz czarnego, który jest taki sobie), dobrze się blendują, nie osypują się.
Minusy: jasne kolory są dość miękkie i trochę pylą.

Eveline - tusz do rzęs. Tu miłości nie będzie. Nie wiem czy to kwestia moich rzęs czy tego egzemplarza ale muszę nieźle się namachać, by tusz był widoczny na moich rzęsach. Jedynym plusem jest to, że przepięknie podkręca rzęsy.
Minusów jest jednak więcej: tusz ciężko się nakłada - można machać i machać i jedyne co robi to delikatnie poczernia rzęsy, nie pogrubia ich w żadnym stopniu, nie wydłuża. Prawie niemożliwe jest dodanie drugiej warstwy - tak, jakby kompletnie nie trzymał się moich rzęs. 

 Cienie do powiek + tusz ---> 44,90 + 12 = 56,90


Usta


Bebeauty - szminka matowa - odcień 03. Zdania raczej o niej już nie zmienię - nie jest to mój odcień ani formuła. Potrafi podkreślić suche skórki, zostanie na wszystkim czego dotkniecie ustami. Nie jest to jednak klasyczny bubel - po prostu nie jest to produkt dla mnie.

Essence - błyszczyk do ust XXXL. Wszystko się pościerało więc nawet nie wiem czy miał jakąś dodatkową nazwę. Bardzo go lubię. Ładny odcień, nie klei się, przyjemnie pachnie. Niczego więcej od niego nie oczekuję.

Szminka + błyszczyk ---> 6,90 (chyba nie pamiętam) + 6,50 = 13,40



Na koniec pędzle




Hakuro H50S - Bardzo go lubię, jednak po tych kilku ładnych miesiącach użytkowania stwierdzam, że byłoby lepiej gdyby był większy i ścięty. ALE jest moim ulubieńcem, to właśnie po niego sięgam najczęściej, fantastycznie się myje, lekko zwilżony nie "pożera" podkładu, rewelacyjna ilość i jakość włosia.

Hakuro H55 - w miesiącach ciepłych używałam go do pudrów - teraz nie jest mi to potrzebne i używam go do różu - wiem, to dość dziwne ale mój pędzel do różu gdzieś mi się zagubił i nie kupiłam jeszcze następcy. Fantastyczny pędzel w każdym najmniejszym calu - super produkt.

The Body shop - eyeshadow blender - nie wiem jak się u mnie znalazł - chyba dostałam go od koleżanki, razem z żelami pod prysznic. Peanów na jego cześć nie bedzie ale jest to całkiem przyzwoity pędzel - zarówno do nakładania cieni jak i do rozcierania.

Hakuro H76 - genialny pędzelek do rozświetlania kącika oka lub nakładania cienia na dolną powiekę.

For your beauty  - kupiony miliard lat temu w Rossmannie - myślałam, że będzie badziewny i wyrzucę go błyskawicznie ale nie okazał się na prawdę porządnym pędzelkiem do nakładania cieni. Jak na pędzel za kilka złoty genialnie się go myje a jego wygląd nie wskazuje, że mam go już tak długo.


H50s + H55 + TBS + H76 + FYB ---> 25,90 + 33,90 + 0 (prezent) + 16,50 + 3 (coś około, nie pamiętam) = 79,30


Suma całkowita to: 196,60 (sumę zmniejszyłam o prezenty)


No ładnie, niezła sumka....

Choć jak tak patrzę to ta kwota niewiele mówi ---> w wielu przypadkach (jak np. pędzle) to inwestycja długofalowa - cieni, bazy czy podkładu też nie zmieniam non stop  i tak obiektywnie patrząc to tylko tusz się u mnie zmienia w krótkim czasie.

Zostawiam jednak kwoty bo o tym traktuje ten TAG - ale troszkę mnie to uwiera.

Bądź co bądź to spora kwota, nie spodziewałam się takiej.


A Wy robiłyście takie podsumowanie? Jak wypadło?



czwartek, 17 lipca 2014

36. Małe wielkie odkrycia

Wszystkie kosmetyki, które widzicie poniżej to moje odkrycia ostatnich miesięcy, tygodni. Dla wielu z Was te pozycje mogą być dobrze znane. Jedne mogą być Waszymi ulubieńcami inne wręcz odwrotnie.

P.S. Będzie sporo achów i ochów więc uwaga :-)



L’BIOTICA – dzienne serum do rzęs


Nie wierzyłam w jego działanie, potraktowałam go jako ciekawostkę kosmetyczną. Używam od przeszło 2 miesięcy i jestem zachwycona. Rzęsy stały się dłuższe i grubsze. Zmianę w szczególności zauważyłam na dolnych rzęsach, które z rachitycznych i rzadkich stały się dużo dłuższe i zdecydowanie gęstsze.Zdecydowanie polecam i zdecydowanie kupię ponownie.



BANDI – oczyszczająca maska drożdżowa
 
Używam go prawie codziennie i jest to absolutnie genialny kosmetyk. Pięknie spłyca pory, ładnie oczyszcza moją cerę. Kosmetyk jest niesamowicie wydajny a butelka ergonomiczna. Nadal nie przepadam za zapachem ale działanie jest tak rewelacyjne, że jestem w stanie to mu wybaczyć.




   

VIPERA - lakiery do paznokci 

To moje pierwsze lakiery z tej firmy i zdecydowanie nie będą ostatnie. Kolor, konsystencja i wytrzymałość jest ich mocną stroną. Co prawda, już drugiego dnia wycierają się końcówki (nie używam top coat'u) ale dla mnie ważniejsze jest to, że nie odpryskują podczas codziennych prac domowych. No i ta cena....



DELIA - peeling do ciała z olejem arganowym

 Moje najnowsze odkrycie. Jego działanie jest wręcz fenomenalne, skóra po jego użyciu jest miękka, aksamitna i bardzo dobrze nawilżona. Konsystencja jest dość zbita, ale nie tępa / twarda. Naprawdę przyjemnie się go używa. Polecam go w szczególności osobom, które tak jak ja, mają suchą skórę i oczekują od kosmetyków należytego nawilżenia.



PĘDZELEK HAKURO – H60

Pędzelek okazał się nieoceniony jeśli chodzi o cienie w kremie np. color tatoo. Moje powieki są tłuste i opadające, wiele z moich cieni nie wytrzymują tego połączenia: rolują się, ścierają. Dzięki temu pędzelkowi mam pewność, że cienie zostaną tam gdzie powinny przez cały dzień.




  
PEELING DO STÓP – The Body shop

Na ten produkt trafiłam całkowicie przypadkowo, szwędając się po sklepie kiedy moja koleżanka szalała w żelach pod prysznic. Peeling pachnie  miętowo / orzeźwiająco. Zapach nie jest obezwładniający jest wręcz przyjemny, zachęcający do użycia. Konsystencja jest dość zbita ale nie jest przesadnie gęsta. Już mała jego ilość wystarcza do dobrego, porządnego peelingu pięt.



 
ŻEL PEELINGUJĄCY DO TWARZY - DRZEWO MANUKA ZIAJA

No i moja ostatnia perełka – oczyszczający żel do twarzy. Używam go najkrócej z całej paczki ale już teraz wiem, że jest to kosmetyk na dłuższą znajomość. Myję nim twarz rano i wieczorem. Bardzo dobrze oczyszcza i matuje moją twarz. Trochę obawiałam się, że będzie zbyt mocny dla mojej cery (mam cerę tłustą w strefie T i normalną na policzkach) ale ani razu nie zdarzyło mi się by policzki mnie ciągnęły czy skóra podrażniona. Sam kosmetyk pachnie przepięknie – lekko cytrusowo, jest przezroczysty z zielonymi drobinkami.