W zeszłym tygodniu wzięłam próbkę kremu BB z The Body Shop. Skuszona dobrymi recenzjami moich koleżanek stwierdziłam, że sama chce się przekonać o co chodzi....
Krem BB
The Body Shop
Tea tree
recenzje - wizaż.pl
![]() | |
żródło: wizaż.pl |
Próbka wystarczyłam mi na 3 razy więc recenzji per se nie będzie ale postanowiłam naskrobać coś małego.
Plusy:
- całkiem nieźle kryje, nie jest to podkład ale wyrównuje koloryt, pokrywa jaśniejsze piegi
- ładnie matuje - nie jest to płaski mat
- nie mazia się przy aplikacji, dobrze stapia się ze skórą
- przy bazie wytrzymuje cały dzień
- trzyma mat przez pół dnia - w tym momencie nie muszę nawet używać pudru
No dobra wszystko pięknie ładnie więc o co chodzi...
No cóż, nie wiem czy próbowałyście czegokolwiek z tej linii ale ten krem pachnie bardzo, bardzo intensywnie drzewem herbacianym - on po prostu cuchnie. Zapach nie tylko jest bardzo intensywny ale jeszcze trwały. Nawet po 2-3 godzinach jest wyczuwalny nie tylko przeze mnie ale również np. przez moje córy, które nie cierpią tego zapachu.
I tu wracamy do tytułu tej notki.... Po całkiem długich poszukiwaniach, wypróbowaniu multum próbek z różnymi kremami natrafiłam na tego cudaka. Pasuje mi w każdym calu oprócz nieszczęsnego zapachu. Jestem nawet skłonna wydać prawie 40 pln (chyba, nie pamiętam dokładnie) na niego ale nie wiem czy będę w stanie przyzwyczaić się do tego smrodku.
Ech wiem, że to problem niemalże tak wielki jak głód na świecie ale musiałam to napisać.
Co o tym sądzicie, czy byłybyście skłonne używać czegoś co odpowiada Wam we wszystkim oprócz zapachu?
A może polecicie mi jakiś jasny krem bb/cc, z którego jesteście zadowolone?