środa, 15 kwietnia 2015

153. Trzech amigos od podkładu


Jakiś czas temu opanowała mnie totalnie irracjonalna mania znalezienia idealnego pędzla do podkładu. Co prawda miałam jeden, który się sprawdzał ale czasami dobry nie oznacza idealny.

Dziś zapraszam Was na, mam nadzieję niezbyt długi, post o moich trzech pędzlach do podkładu.

Wspomnianymi już bohaterami są: Glambrush T16, Hakuro H50s i Zoeva 103.


Zanim się rozpiszę najpierw kilka danych technicznych.





Na pierwszy ogień idzie najbardziej znany pędzel z Hakuro H50s.
  • mimo, że posiadam go już prawie 2 lata - skuwka nie rozkleiła się,  włosie nie wypada, włoski nie rozcapierzają się w najróżniejsze strony
  • "nie zjada" dużo podkładu, w szczególności jeśli przez aplikacją spryskamy go tonikiem / wodą
  • moja twarz nie jest jakoś specjalnie duża ale uważam, że wielkość pędzla jest jego słabą stroną -  muszę się nieźle namachać, by rozprowadzić podkład sprawnie i równomiernie
  • nie robi smug, nie drażni skóry

Hakuro H50s

Hakuro H50s


Następny w kolejce jest pędzel z Glambrush T16.

Długo szukałam ściętego pędzla do podkładu, nie było to ani takie proste ani oczywiste. Po długich poszukiwaniach zdecydowałam się na GlamBRUSH T16.


Glambrush T16



Glambrush T16
  • pędzel wykonany jest z niesamowicie miękkiego włosia - jest mięciutki jak puszek
  • jest również bardzo elastyczny, jeden ruch i włosie przybiera najróżniejsze formy
  •  potrzebuje najmniej podkładu z całej trójki
  • przepięknie rozprowadza podkład, nie robi smug, daje naturalny wygląd skórze
  • niestety przez swoją miękkość i elastyczność po aplikacji pędzel wygląda jakbym była masochistką i specjalnie się na nim wyżywała albo dała go dziecku do przeżuwania
  • myje się go dobrze, problemem jednak jest jego dokładne domycie - zawsze coś zostaje, plama, zaciek czy inny badziew 
  • schnie szybciej niż pozostałe pędzle



Ostatnim z amigos jest Zoeva 103.



To mój ostatni nabytek - kupiłam go tydzień po zakupie GB (czyli jakoś w styczniu). Trochę dlatego, że było / jest duże zainteresowanie produktami z Zoevy a trochę dlatego, że czułam niedosyt i lekką frustrację.

  • ten pędzel jest bardzo podobny do Hakuro zarówno pod względem rodzaju jak i miękkości włosia
  • jest dobrze wyprofilowany
  • on również potrzebuje mniej podkładu, ale różnica w jego przypadku nie jest tak duża jak przy poprzedniku
  • bardzo ładnie i bezproblemowo się myje, dość szybko schnie
  • on również nie robi smug, ładnie rozprowadza produkt na twarzy
  • mimo, że w wielkości przypomina Hakuro tu aplikacja jest jakby szybsza, mam wrażenie, że i szybciej mi to idzie i ręka nie boli :)
  • dzięki delikatnemu ścięciu jest bardzo poręczny

Podsumowanie

Zoeva, Hakuro, Glambrush

Oczywiście, żaden z tych pędzli nie jest bublem - każdy z nich ma cechy, które lubię i poszukuję w tego rodzaju produktach. Gdybym jednak jutro obudziła się a powyższa trójca zniknęła, to w 100% ponownie kupiłabym Zoevę.  Posiada wszystkie cechy idealnego produktu - jest zgrabny, ścięty tak jak lubię dobrze się domywa i szybko schnie.... W sumie to przed Hakuro (ale już większą wersją - H50) też bym się nie wzbraniała za nadto, choć przyznam, że odczuwałabym brak ścięcia. Natomiast Glambrush, mimo miękkości i pięknego białego włosia jest zawsze ostatni. Sięgam po niego tylko wtedy, kiedy inne są albo brudne albo mokre. Choć muszę powiedzieć, że idealnie sprawdza się do rozdzierania bronzera - robi to bezbłędnie....



P.S. Jak widziecie wygląd bloga "trochę" się zmienił - to zasługa wspaniałej Vejjs, której jeszcze raz, publicznie dziękuję za pomoc!!