piątek, 27 lutego 2015

131. Moje zakupowe szaleństwo

Od razu mówię, że jest tego sporo - jak dla mnie - bardzo dużo, dużo za dużo. Wszystko co zobaczycie poniżej kupiłam w przeciągu ostatnich kilku tygodni (tak od połowy stycznia do dnia wczorajszego)



Niektóre z nich używam od jakiegoś czasu, niektóre są totalnymi świeżakami, wszystkie jednak (no poza jednym, o którym zapomniałam) są dla mnie kompletnymi nowościami, nigdy wcześniej nie miałam z nimi do czynienia.


Oba peelingi to biedronkowe zdobycze. Na razie będę musiały trochę poczekać, mogę jedynie powiedzieć, że bardzo przyjemnie i intrygująco pachną a ich konsystencja jest zbita / stała.




Mimo że z tej samej serii, produkty kupione przeze mnie w prawie miesięcznym odstępie. Płyn micelarny "wystąpi" jutro w recenzji wraz z innym produktem więc tu rozpisywać się nie będę.

Tonik to świeżak, do tej pory użyłam raz i po pierwsze zaskoczył mnie fakt, że dość silnie pachnie przy aplikacji oraz to że różni się od tego z liści manuka. Należę do osób, które kompletnie nie widzi różnicy w tonikach a tu widać już od pierwszego użycia.



Zatęskniłam za peelingami enzymatycznymi, niczego ciekawego nie znalazłam więc zakupiłam to niebieskie cudo. - przyznam się, że pierwszy raz usłyszałam o nim dopiero w sklepie Ziai. Z tego co się dowiedziałam ma być mocniejszy niż ten z serii Ulga. 

To jedyny szampon w całej tej plejadzie produktów, który znam. To moja trzecia butelka. Bardzo fajny szampon, lekka formuła nie przesusza mi włosów, rzeczywiście zmniejsza ilość wypadających włosów, ładnie pachnie.



Przez chwilę zastanawiałam się w jaki sposób je połączyłam - chyba chodziło o produkty do twarzy ale głowy sobie nie utnę ;-)

Ava serum do twarzy - było wiele wariantów wybrałam ten z nawilżaniem - moja skóra zdecydowanie tego teraz potrzebuje. Mam spore oczekiwania co do tego produktu, mam nadzieję, że się nie rozczaruję.

Krem BB z under 20 - to mój pierwszy kosmetyk z tej firmy - tu oczekawania nie są zbyt duże ale jestem go tak po ludzku ciekawa



2 produkty, które musiałam kupić, czy mi się to podobało czy nie. Nie będę wchodzić w szczegóły ale  moja przygoda z LPM skończyła się  u dermatologa, który wypisał mi mnóstwo leków i dermokosmetyków.

 Lipobasa - nie było mojej elobazy. Generalnie jest to bardzo ścisły kosmetyk do ciała. Bardzo  ładnie współgra z moją skórą aczkolwiek jest trochę tępy i trzeba się namęczyć przy smarowaniu.

Atoperal - używam go od dwóch tygodni - bardzo pomocny i delikatny kosmetyk. Jeśli ktoś szuka czegoś delikatnego do mycia ciała, polecam.



Tu już kompletnie nie wiem jak pogrupowałam produkty. Spuśćmy zasłonę milczenia :-P

Gillete - celowo wybrałam męski desodorant - po pierwsze jest większy niż u kobiet, po drugie podobno są mocniejsze w swoim działaniu, po trzecie jest przezroczysty a takiego szukałam.

Lirene - krem do stóp. Popełniłam ten zakup za "namową" Kosmetyko holiczki. Użyłam na razie dwa razy więc wiele nie chce mówić.

Kolastyna - pojawi się jutro w recenzji  - używam go prawie miesiąc. Zapraszam na jutrzejszego posta.

Ziaja pasta do twarzy - użyłam kilka razy i na razie powiem, że jestem zaintrygowana.



Tyle, uff dużo.... Przez długi długi czas niczego więcej nie kupię.
Jeśli któryś z tych kosmetyków jest Waszym ulubieńcem albo przeciętniakiem fajnie by było jakbyście naskrobały choć zdanie :-)