No ale właśnie mają nie przesuszać, nie robić krzywdy skórze.
Dzisiejszy post będzie poświęcony skurczybykowi, który zrobił spustoszenie na mojej skórze.
Przestawiam Wam mojego skurczybyka
Żel otrzymałam od koleżanki na Mikołajki. Produkt pachnie przepięknie - tego mu nie odbiorę, zapach jest cudowny, takie lubię najbardziej - jest owocowy, orzeźwiający.
Używałam go przez ostatnie 2 tygodnie, no może trochę więcej. Na początku nie miałam żadnych problemów, po jakimś tygodniu codziennego używania moja skóra zaczęła być kapryśna. Trochę się wysuszyła, trochę swędziała. Nie skojarzyłam tego z żelem bo dzień wcześniej objadałam się pistacjami i czasami one tak właśnie na mnie działają. Niestety z dnia na dzień problem pogarszał się.
Nie zrobiłam zdjęć swoich nóg czy ramion ale zaczęły pojawiać się, w ilości hurtowej, duże, ciepłe, czerwone placki z grudkami. Placki swędziały tak, że drapałam się jakbym miała wszy.
Oczywiście widziałam skład i wiem co on oznacza ale: po pierwsze wcześniej miałam ze 4 próbki białej wersji i nie wywołał u mnie takiej reakcji a po drugie używam różnych żeli z najróżniejszym składem i jeszcze nigdy nie miałam takiej reakcji alergicznej.
Irytuje mnie nie tylko moja głupota, czy zbyt późne zorientowanie się w czym jest problem ale również to, że dałam się zwieść pięknemu zapachowi, marce.
Skutek jest taki, że musiałam odstawić wszystkie kosmetyki, przestawić pielęgnację na dermokosmetyki i maści od dermatologa.
Delikatnie mówiąc jestem wkurzona....