Jak być ofiarą to już przez duże "O".
Jak co rano tak i dziś malowałam się przy swojej toaletce. Nałożyłam na pędzel róż i lekko otrzepałam go o opakowanie...
Jakież było moje zdziwienie, kiedy połowa różu wypadła mi na wykładzinę. Po włożeniu niedobitków mój róż wyglądał właśnie tak
W związku z tym, że jest to mój prezent od Mikołaja postanowiłam go reanimować.
Pokruszyłam go na drobne kawałeczki......
Popryskałam alkoholem i przycisnęłam świeczką zawiniętą w papierowy ręcznik....
Po całej tej akcji przedstawiała się tak:
Zostawiłam go do wyschnięcia i sprawdziłam czy aby nie schrzaniła się pigmentacja.
Na moje szczęście okazało się, że jest tak jak być powinno
To było fajne ćwiczenie - muszę tylko pamiętać, by następnym razem bardziej rozdrobnić produkt i dodać mniejszą ilość alkoholu.
Zdarzyło Wam się reanimować jakiś kosmetyk?